• Wpisów: 89
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 20:43
  • Licznik odwiedzin: 14 857 / 2065 dni
 
wiecznasamotnosc
 
Rozdział pierwszy
Rok wcześniej...

Otwieram swoją starą, dębową szafę, która aż piszczy ze starości. Sięgam po olśniewająco piękną suknie wieczorową, którą podarowała mi mama. Podchodzę do lustra i przykładam suknie do swojego ciała. Spoglądam w lustro i dostrzegam krótką sukienkę o ognistej czerwieni, która zakończona jest czarnymi pasmami. Z tyłu ma lekkie wycięcie, przez co wydaję się jeszcze bardziej seksowniejsza. Słysząc jakiś szelest, oglądam się. Na progu mojego pokoju stoi ojciec z ponurą miną trzymając w dłoni paczkę papierosów.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - pyta z nadzieją, że zmienię zdanie.
- Tak - odpowiadam. - Znasz mnie, doskonale wiesz, że nie zmienię zdania.
- Owszem, ale dla pewności warto spytać. Obyś nie żałowała swojej decyzji, Nadio.
Odkładam sukienkę na swoje miejsce w szafie i podchodzę do ojca patrząc mu prosto w oczy odpowiadam z ogromną pewnością:
- Żałować to będę jak jej nie zobaczę i nigdy nie powiem jak bardzo mnie skrzywdziła.
Czuły całus w policzek sprawia, że temat skończony.
- Masz dwie godziny, pośpiesz się.
- Uwinę się w ciągu pół godziny - uśmiecham się i mijając go wbiegam do łazienki, ale słyszę jeszcze donośny głos ojca.
- To musiałby być cud.
Nie wątpliwe, że cudem będzie to jak się nie spóźnię, choć nie przejmuję sie tym zbytnio. Wskakuję do wanny wypełnionej gorącą wodą i pozwalam znów swoim myślom powędrować.
Często zastanawiam się nad tym, czy gdy się urodziłam, nie byłam słodkim niemowlęciem? Dlaczego moja matka odeszła, pozostawiając mnie samą z ojcem? Dlaczego mnie nie kochała? Te pytania wciąż buszują w mojej głowie. Oby dzisiejsze spotkanie na jej ślubie, dało mi odpowiedź na nurtujące pytania. Wyobrażam sobie to spotkanie do najtrudniejszych rozmów w moim życiu. Z tego co ojciec opowiadał, matka jest niezłą aktorkom. Wierzę, że uda mi się odnaleźć z nią wspólny język. W końcu jestem jej córką, jednak ona nie ma prawa nazywać się moją matkom. Nie interesowała się mną przez siedemnaście lat, aż tu nagle otrzymuję od niej zaproszenie na ślub oraz tą uwodzicielską sukienkę. Przykro gdy nie miała śmiałości przyjechać do mnie osobiście, zwłaszcza, że mieszkamy w tym samym mieście. Zdałam sobie sprawę, iż teraz być może będę ją widywać częściej, ale nadal nie wiem czy tego chcę. Dlaczego więc przyjęłam zaproszenie? To proste. Pragnę jej powiedzieć, pokazać, jak bardzo jej potrzebowałam, jak  mnie skrzywdziła. Nie mam chytrego planu, zamienić jej ten dzień w piekło, ale jednak dokonam tego, aby go zapamiętała. Być może w negatywny sposób znaczenia tego słowa.
Czując lekki dreszcz, spowodowany już chłodną wodą, migiem wyskoczyłam z wanny i owinęłam swoje drobne ciało białym ręcznikiem. Spoglądając w lustro i patrząc na swoją twarz, staram sobie wyobrazić moją matkę. Ciekawe czy ma tak samo oblaną twarz piegami jak ja. Ciekawe czy jej oczy są koloru brązowego jak moje. Ciekawe czy jej włosy są również tak cienkie i rudawe jak moje. Ciekawe czy jej kształt nosa czy ust przypomina mój. Ciekawe czy jest takiej postury ciała jak ja, czyli szczupła, wysoka i bez większych atutów w stylu - biust o rozmiarze D, czy seksowny tyłek, który upinają spodnie. Jej cała osobowość jest ciekawa i pierwszy raz po tylu latach uzmysławiam sobie, że pragnę ją poznać, nawet pomimo tego, jaką krzywdę mi wyrządziła.

Nie zależy mi na olśniewającym i powalającym z nóg wyglądzie. Nigdy nie pragnęłam się podobać chłopakom. Drażniły mnie ich zaczepki m. in. na ulicy. Tata, często powtarzał, że gdybym pozbyła się okropnie wyglądających kolczyków, nałożyła na swoją twarz z umiarem makijaż oraz założyła buty na obcasie, byłabym najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Z zasady nigdy go nie słucham. Mamy zawsze odmienne zdanie, często nawet robię coś z ogromną premedytacją, aby zrobić mu na złość. Dziś, nie byłam sobą. Po raz pierwszy, usłuchałam rad ojca - jak wyglądać uroczo, a zarazem pociągająco. Gdy stałam przed lustrem i wpatrywałam się w swoje odbicie, miałam ochotę zapytać czy to ja. Puder nałożony na twarz, sprawił, że ilość piegów podwójnie zmalała. Podkreślone oczy kredką, wydłużone rzęsy maskarą i pomalowane ust na czerwono, dodały mi kilka lat więcej. Nie wyglądałam jak siedemnastoletnia, szalona nastolatka, natomiast jak dojrzała dwudziestolatka. Obróciłam się zgrabnie, śmiejąc się przy tym i wtedy dostrzegłam przyglądającego mi się ojca.
- Brak mi słów. Gdzie się podziała moja mała Nadia? - zapytał z ogromnym entuzjazmem.
- Twoja mała Nadia tatuśku już dawno stała się kobietą.
- Aż trudno w to uwierzyć - odparł spoglądając na zegarek. - Spodziewałem się tego - powiedział opuszczając bezradnie dłonie.
Wiedziałam co to znaczy, jestem spóźniona. Wyglądało na to, że mój ojciec, nigdy nie będzie mógł w spokoju odwieźć mnie na dane miejsce. Nadal się dziwię, że jadąc w takim pośpiechu nigdy nie zdarzyło się coś nieszczęśliwego. Choć czułam podenerwowanie ojca, uśmiechałam się w duchu, uwielbiałam się spóźniać i nie uważam, że tracę coś interesującego. Wręcz przeciwnie, omija mnie cała ta nużąca szopka. Ciekawe, czy na własny ślub również kiedyś się spóźnię?

7550605.jpg


--------
Pierwszy rozdział za nami :) .
Podobał się czy nie? Proszę o szczere komentarze.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zapoznał się z bohaterami oraz prologiem ,,Rozkocham życie w nas'' zapraszam do przeczytania na moim drugim blogu. mojsmiech.pinger.pl/m/21272859

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego