• Wpisów: 89
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 20:43
  • Licznik odwiedzin: 14 470 / 1996 dni
 
wiecznasamotnosc
 
*Rozdział XXV –*
*„Błądzimy w tym labiryncie kłamstw niczym zagubione szczury”.*


- Spotkajmy się z Gasparem. Może coś nam doradzi – powiedziałam do Alana, który siedział na brzegu łóżka.
Ja natomiast krążyłam po całym pokoju. Spojrzałam na niego. Pokręcił opuszczoną głową.
- Dlaczego nie powiesz mi, iż to tylko głupi sen, który nie przeobrazi się w rzeczywistość?
- Mam kłamać? – rzucił oschle.
- Nie możesz… - przerwałam, zastanawiając się jak odpowiednio dobrać słowa. – Nie mogę cię stracić – wybuchłam płaczem.
Wstał i przytulił mnie do siebie.
- Sen na pewno nie wydarzy się teraz. Jestem tego pewien, że już ciebie nie będzie na tym świecie. Przykro mi, iż musiałaś na to patrzeć.
- Ochronię cię – wyszeptałam.
- Nie poradzisz sobie z taką armią inkubów.
Spojrzałam w jego ciemne oczy i odparłam dość odważnie:
- Nawet sam Samael nie jest dla mnie zagrożeniem, aby cię ochronić.
- Nie do wiary, że aż tak wiele dla ciebie znaczę – zacytował moje słowa z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Kiedy poznam Gaspara? – zapytałam wciąż się doczekując.
- Niedługo.
- Chcę wiedzieć co się wydarzyło przed klubem i co najważniejsze, jak mógłby nam pomóc.
- Już wiele nam pomógł – pocałował mnie w środek nosa.
- Nie jest w stanie więcej?
- Mamy schronienie. Bynajmniej na jakiś czas. To wystarczy.
- Przecież nie możemy się ukrywać.
- Musimy.
Pokręciłam głową i odsunęłam się od niego.
- Mam siedzieć kilka dni w zamknięciu?
- Sądzę, że to nie potrwa kilka dni – powiedział z przekąsem.
- Nie ma mowy! – krzyknęłam sfrustrowana. – Jak sobie to wyobrażasz? Ja mam własne życie. Praca, studia, przyjaciele. Nie mogę gnić w tym mieszkaniu przez miesiące czy lata.
- Wolisz zginąć, tak?
- Chcę żyć – wydusiłam z siebie te słowa, jakby były moimi ostatnimi.
25.jpg

Mój stan psychiczny pogarszał się. Nie potrafiłam myśleć trzeźwo i jasno. Mój umysł kurczył się. Natłok wydarzeń nie pozwalał na odrobinę relaksu czy szczęścia. Nie miałam kiedy pomyśleć o tym co będę jutro robić, jak się dziś ubrać, co ugotować na obiad, o co się pokłócić z Renatą, do jakiego klubu się wybrać czy jak poprosić szefa o podwyżkę. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie potrafię już normalnie żyć. Odzwyczajam się, a Alan mi w tym pomaga. Bynajmniej teraz tak myślałam, ale jak zawsze – byłam w błędzie.
Po śniadaniu, rozkazał mi się ubrać i wsiadając do jego samochodu podwiózł mnie do mojego domu. Spakowałam najważniejsze rzeczy i co najważniejsze – musiałam poinformować Kamę o przeprowadzę. Alan był na tyle wyrozumiały, iż dał mi czas do południa. Na szczęście Kama miała dziś wolne od pracy, więc mogłam spędzić z nią trochę czasu.
25a.jpeg

Leżąc na moim łóżku, rozpoczęłam z nią niewinną rozmowę:
- Jak tam sprawy z Leonem? – zainteresowałam się na początek.
- Dobrze. Mamy spotkać się wieczorem. On jest taki romantyczny.
- Oczarował cię swoimi wierszami?
- Nie. Jeszcze mi ich nie czytał. Nalegałam wczoraj, ale powiedział, że nie wziął ze sobą notesu.
- Rozumiem – odparłam zdezorientowana.
Miałam ochotę cofnąć czas. Tak, do wczorajszego poranka. Wycofałabym słowa wypowiedziane Alanowi i Leonowi. Przez moje intrygi wszyscy kłamiemy. Jesteśmy przesiąknięci kłamstwem, a zwłaszcza ja i Leon. On jej nie kocha, dlaczego więc z nią jest? Przypomniałam sobie, że napisałam do niego wczoraj popołudniu. Zanim wyjdę, muszę zabrać ze sobą komórkę, aby odczytać wiadomość od Leona.
- Po co ci te walizki? – zapytała wskazując ręką dwie walizki stojące obok szafy.
- Wyprowadzam się – odparłam naprawdę cicho.
Wbiłam się bardziej w łóżku. Obawiałam się reakcji Kamy.
- Jak to? – aż podniosła się z wrażenia.
- Kupiliśmy razem mieszkanie.
- Ale że kto? – odparła głupkowato.
- Ja i Alan.
- Przecież to nieodpowiedzialny cynik, który cię wykorzysta i porzuci. Nie daj się mu owinąć wokół palca – błagała mnie.
- Kama, przestań – byłam zdenerwowana. – Nie znasz go.
- Odkąd go poznałaś zmieniłaś się, w dodatku pakujesz się w kłopoty.
- To nie jego wina. Czysty zbieg okoliczności.
- Wiesz co? – podniosła się i posłała mi gniewne spojrzenie. – Proszę bardzo, idź do niego mieszkać. Tylko nie przychodź gdy cię zrani. Przez jego pojawienie zaniedbałaś mnie, więc śmiało mogę powiedzieć, że nie jesteśmy już przyjaciółkami – ruszyła ku wyjściu.
Odruchowo podbiegłam do niej, łapiąc ją za rękę.
- Ależ pieprzysz – powiedziałam lekko żartobliwie. Chciałam rozluźnić atmosferę. – Jesteśmy już dorosłe. Nie możemy przez całe życie mieszkać razem. Będziemy się spotykać, przyjaźnić.
- Już cię nie potrzebuję.
- Aha. Byłam ci potrzebna tylko do zdobycia Leona?
- Chciałabyś mieć wszystkich na własność! – zaczęła krzyczeć i machać rękoma.
I stało się. Przez kilka miesięcy był kompletny spokój, ale teraz Kama wybuchła. U niej to normalne. Trzyma w sobie emocję i zażalenia, aż nadchodzi pewien dzień, przez który mówi co czuję. Płaczę, krzyczy i smutnieje. Nie lubię takiej Kamy.
- Leon jest moim przyjacielem.
- Raczej był. Nie myśl, że będziecie się spotykać tak jak przedtem. Ja się o to postaram.
- On cię nie kocha.
- Jak śmiesz, tak kłamać? – była rozwścieczona.
Czy to na pewno moja kochana i uczynna Kama, którą kocham ponad wszystko?
- Mówisz tak ponieważ mi zazdrościsz.
Nie miałam najmniejszej ochoty tego słuchać. Najlepszym rozwiązaniem było tak po prostu wyjść z domu. Zabrałam walizki i wybiegłam, trzaskając za sobą drzwiami. Nie spodziewałam się, kogo spotkam przed swoim domem. Upuściłam walizki na ziemię i poczułam strach. Byłam bezradna i sama. Moja przyjaciółka z przyjemnością by patrzyła jakby działa mi się krzywda.


----
Zdjęcie Lukrecji :

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego