• Wpisów: 89
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 20:43
  • Licznik odwiedzin: 14 387 / 1973 dni
 
wiecznasamotnosc
 
Rozdział zapewne spodoba się osobą, które lubią Leona. :)
MIŁEGO CZYTANIA :*


*Rozdział XXIII –*
*„Puste słowa”.*


Weszłam do domu i zorientowałam się, iż jestem sama. Tworzył się we mnie lekki strach. Bałam się przebywać sama, ale nie miałam innego wyjścia. Włączyłam radio w kuchni i zabrałam się za szykowanie sobie śniadania. Na co mam ochotę? Naleśniki z serem.
Podczas pieczenia usłyszałam odgłos dzwonka do drzwi. Zastygłam w bezruchu. Spanikowana, podeszłam po cichu do drzwi i wyjrzałam przez wizjer. Uśmiechnęłam się i prędko przekręciłam zamek, otwierając. U progu stał Leon. Jeansy, kurtka dżinsowa i szary T-shirt. Zdziwiony wszedł do środka, a ja jak oszalała rzuciłam mu się na szyję.
- Dobrze, że jesteś – powiedziałam cichutko.
- Nie spodziewałem się, że cię spotkam.
- Wypisali mnie.
- Właśnie przyjechałem po Kamę. Pomyślałem, że cię odwiedzimy.
- Kamy nie ma. Sądziłam, że będziesz wiedział gdzie się wybrała.
Pokręcił głową.
- Kawy? – zaproponowałam z uśmiechem na twarzy, entuzjastycznie zgodził się.
23.jpeg

Z kubkami gorącej i aromatycznej kawy, która aż pobudzała do życia, usiedliśmy na schodach.
- Skarbie wyglądasz okropnie.
- Wielkie dzięki – powiedziałam lekko urażona, chociaż na Leona nie potrafiłam się gniewać.
- A tak na marginesie to nie sądziłem, że tak fatalnie prowadzisz.
- Byłam pijana – broniłam się.
- Na urodzinowej imprezie byłaś gorzej pijana, a i tak prowadziłaś.
- Skąd to wiesz?
- Daniel ma naprawdę długi język – uśmiechnął się.
Wiercąc się, zapytałam:
- Co ci jeszcze powiedział?
- Niewiele pamiętał. A co się wydarzyło?
- Nic – opuściłam wzrok i wtopiłam swe spojrzenie w małą czarną.
- Jesteś wścibska i uciekasz wzrokiem. Opowiadaj – szturchnął mnie nogą.
- Tak wyszło, że… - przerwałam, połykając ślinę, aby pozbyć się guli narastającej w moim gardle. – Pocałowałam Daniela.
- Z języczkiem? – zaśmiał się.
Dałam mu sójkę w bok, przy czym o mało nie spadł ze schodów.
- Wszystko przez Alana – odparłam dość smutnawo.
- A co on ma z tym wspólnego?
- Chciałam aby był zazdrosny.
- Powiedz bynajmniej, że udało ci się wywołać tą zazdrość u niego – wlepił swoje oczy we mnie.
- Poniekąd – uśmiechnęłam się skromnie trzepocząc rzęsami.
- Ty intrygantko – pogroził mi palcem.
Złapałam go za kolano, pytając:
- Jak tam sprawy z Kamą?
Uniósł do góry swoje gęste, jasne brwi.
- Nie rozumiem pytania.
- Bo wiesz, nie miałam okazji z tobą o tym porozmawiać. Ona – upiłam łyk kawy – czuję coś do ciebie. Myślałam, że poruszyliście ten temat. To znaczy, że ona się odważyła. Oczywiście nie chcę cię zmuszać, ale mógłbyś tak z nią porozmawiać? – przechyliłam głowę na bok i posłałam mu błagalne spojrzenie.
- Porozmawiam – uśmiechnął się.
- Zachęć ją jakoś i broń boże nie mów jej, że ja ci kazałam. Jesteście dla siebie stworzeni. Wiele razy wyobrażałam sobie was, jako szczęśliwą parę – gadałam jak najęta.
- Lukrecja, zaczekaj. Muszę ci coś wyznać.
- O nie! – krzyknęłam z radością. – Już wiem. Tą dziewczyną jest Kama? – rzuciłam mu się w ramiona. – Przyjacielu, tak się cieszę.
Objął mnie mocno i ucałował w czoło. Niespodziewanie na korytarzu zjawiła się Kama.
- Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział z lekką złością.
Oderwałam się od Leona i oboje skierowaliśmy swoje spojrzenia w jej kierunku.
- Możecie mi powiedzieć co robicie? Zaraz, Lukrecja, co ty w ogóle tutaj robisz?!
- Nie cieszysz się, że wróciłam do domu? – odparłam z wyrzutem.
- Cieszyłabym się gdybyś mnie uprzedziła. Wyszłam na kompletną idiotkę przed lekarzem i pielęgniarkami – podparła boki i spojrzała na mnie karcąco, czułam jak się czerwienie.
Prawda, nie pomyślałam o tym, ani też jak się im wytłumaczyć, gdy usłyszę pytanie:
- Dlaczego uciekłaś ze szpitala?
- Uciekłaś ze szpitala? – Leon aż wstał z wrażenia.
- Przecież nic mi nie jest – opuściłam w bezradności dłonie. – Czuję się wspaniale. Wiecie, że nienawidzę szpitali i tych wszystkich lekarzy, którzy tak naprawdę nie znają się na niczym.
Spojrzałam ukradkiem z lekkim zawstydzeniem na moich przyjaciół. Zrobiłam słodką i bezradną minę.
- Przepraszam was.
- Czubku, chodź tu – Kama wyciągnęła do mnie ręce.
Przytuliłam się do niej, po czym dołączył do nas Leon. Czułam się szczęśliwa, ponownie. A może nie potrzebuję Alana, aby poczuć podmuch szczęścia? Mam przyjaciół, którzy mnie kochają. Mam pracę, wiedzę, a chłopak przyjdzie z czasem. Związek z kambionem to najgorsza głupota z mojej strony. Szkoda jednak, że nie pomyślałam o tym wcześniej… zanim się nie zakochałam.
Kocham Alana i nikt nie może tego zmienić.

Siedziałam sama w pokoju ponieważ Leon wraz z Kamą odbywali poważną rozmowę. Niecierpliwiłam się. Podchodziłam co chwilę do drzwi, próbując wyłapać jakiś dźwięk czy choćby jakieś słowo. Niestety nic nie mogłam usłyszeć. Nasze pokoje oddzielała łazienka oraz nieduży korytarz.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać – odparł Alan.
Jak zawsze, wystraszona podskoczyłam do góry. Nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie ładnie tak się skradać.
- Skradać się to ja mogę zacząć – powiedział rozbawiony.
Poczułam na swoich biodrach jego gorący dotyk. Odwróciłam się do niego pośpiesznie, a on pocałował mnie. Z otwartymi oczyma czułam żar na wargach, który powoli zaczął wypełniać mnie od środka. Odepchnęłam go, posyłając mu gniewne spojrzenie.
- Co ty wyprawiasz?!
- Witam się z tobą – powiedział nadal uśmiechnięty.
- Nie zbliżaj się więcej razy do mnie. Nie dotykaj, nie całuj, najlepiej to się do mnie nie odzywaj!
- Uf, jaka frustracja – zaśmiał się.
Denerwował mnie. Dlaczego uprzykrzał mi życie? Nie potrafił tak po prostu starać się nie istnieć? Przecież może mnie pilnować w ukryciu. Za dużo się między nami wydarzyło, aby mógł zapomnieć?
Co prawda, sama jeszcze nie zapomniałam, ale staram się. Chcę żyć normalnie. Przecież nie mogę stać w miejscu i zadręczać się myślą, iż kocham demona. Nie mogę bać się jutra czy snów. Muszę być odważna, a Alan mi w tym pomógł. Kolejne odrzucenie pomogło, abym stanęła twarzą w twarzą z wrogiem. Mój monolog, który kotłowałam sobie w głowie, przerwało wejście Leona do mojego pokoju. Alan oczywiście nie raczył odejść.
- Sorry, nie wiedziałem, że masz gościa.
- Alan właśnie wychodzi, prawda? – spojrzałam na niego wyczekująco.
- Przecież dopiero co mnie zaprosiłaś do środka.
- Spoko, innym razem porozmawiamy – powiedział Leon.
Kazałam mu zaczekać, machając dłonią. Podeszłam do Alana, mówiąc do niego cicho.
- Proszę cię, wyjdź. Spotkamy się wieczorem. U ciebie – uśmiechnęłam się sztucznie.
- U nas – pocałował mnie w usta.
Trwało to raptem kilka sekund. Poklepując Leona po ramieniu, znikł z naszego pola widzenia. Zaprosiłam mojego przyjaciela do środka. Usiedliśmy na łóżku. Spojrzałam na niego z ogromnym wyczekiwaniem. Czy coś się wydarzyło? Są razem, będą, czy nie?
- Czyżbyś się pokłóciła z Alanem? – przechylił głowę na bok, rzucając mi spojrzenie – nie potrafisz być grzeczna i spokojna, nie kłócąc się?
- Odrobinę – opuściłam głowę.
- O co poszło? – doczekiwał się szczerości z mojej strony.
Zawsze mógł na nią liczyć. Leona nigdy bym nie okłamała. Zna moje najskrytsze tajemnice. Może oprócz tego, iż Alan jest kambionem, który polował na mnie od kilku lat oraz, że Samael chcę ode mnie – potomka. Przecież to taka drobnostka, która w tej chwili wywróciła moje życie do góry nogami.
- O mieszkanie – oczywiście zmyśliłam.
Co miałam powiedzieć? Chciałam się z nim przespać ponieważ czuję, iż to ten jedyny oraz, że go kocham, a on odmówił mi tylko dlatego, że nie potrafię opanować swojego podniecenia? Ależ żenada.
- Alan chcę abym z nim zamieszkała. To zbyt szybko dla mnie.
- Może chodzi o coś innego? – uśmiechnął się delikatnie.
- O co niby?
Położył się na łóżku, mówiąc:
- Boisz się bliskości.
- Nie boję się! – powiedziałam pełna gniewu.
Czułam jak się czerwienie. Przecież to ja nalegam, nie Alan. Wiedziałam, iż muszę zakończyć ten temat jak najszybciej. Szturchnęłam go w ramię.
- Lepiej opowiadaj jak tam sprawy z Kamą.
- Dobrze. Widzę, że to dla ciebie bardzo ważne.
- Mhm, cholernie ważne. Przecież tu chodzi o szczęście moich przyjaciół. Tylko nie mów mi, że ją odrzuciłeś, a on teraz siedzi i płacze – wskazałam ręką jej pokój.
Miałam ochotę pobiec do niej i sprawdzić jak przebiegła ich rozmowa. Wyjął swój poniszczony notes. Zatopił spojrzenie w zamazanych kartkach. Jego słowa rozeszły się po całym moim pokoju:
„To serce wybiera
Tę prawdziwą miłość,
Lecz jest jedna bariera,
Której towarzyszy zawiłość.
Wpatrując się w Ciebie,
Zastanawiam się co czuję,
Przecież tyle jest gwiazd na niebie
A ja tylko jednej wyczekuję.
Bojąc się odrzucenia
I łamiąc wszelkie zasady,
Rzucam się w wir zapomnienia,
Lecz zapomnieć nie da rady.
Marząc o Tobie skrycie,
Postanawiam podjąć ryzyko,
Chcę Ci podarować swoje życie
Nie przejmując się krytyką.” *
Następnie spojrzał na mnie czule. Złapał moje dłonie. Nasze palce splotły się, łącząc całość. Serce podeszło mi do gardła. Miałam świeczki w oczach. Nie mogłam nic wypowiedzieć, ani jednego słowa. Dlaczego tak się czułam? Przez myśl mi przeleciało, iż to o mnie, ale prędko rozgoniłam takie myśli.
23a.bmp

- Lukrecja – odparł łagodnie. – Nie chcę cię ranić. Nie chcę stracić – podniósł się, spojrzał mi głęboko w oczy. – Dałem szansę Kamie – odparł jakby smutno.
Przytuliłam go, nie tak wyobrażałam sobie ich związek, ale klamka zapadła. Przecież Leon nie jest taki głupi, aby pakować się w związek bez przyszłości, bez miłości. Byłam tego pewna.



* wiersz autorstwa *Marzycielkaa16* (marzycielkaa14.pinger.pl/). Dziękuję za udzielenie swojego dzieła w moim opowiadaniu.

---
Nareszcie udało mi się odnaleźć zdj, które w pełni przedstawia przyjaciółkę Lukrecji.
KAMA:
146693880.jpg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego