• Wpisów:89
  • Średnio co: 19 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 20:43
  • Licznik odwiedzin:13 661 / 1784 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział pierwszy
Rok wcześniej...

Otwieram swoją starą, dębową szafę, która aż piszczy ze starości. Sięgam po olśniewająco piękną suknie wieczorową, którą podarowała mi mama. Podchodzę do lustra i przykładam suknie do swojego ciała. Spoglądam w lustro i dostrzegam krótką sukienkę o ognistej czerwieni, która zakończona jest czarnymi pasmami. Z tyłu ma lekkie wycięcie, przez co wydaję się jeszcze bardziej seksowniejsza. Słysząc jakiś szelest, oglądam się. Na progu mojego pokoju stoi ojciec z ponurą miną trzymając w dłoni paczkę papierosów.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - pyta z nadzieją, że zmienię zdanie.
- Tak - odpowiadam. - Znasz mnie, doskonale wiesz, że nie zmienię zdania.
- Owszem, ale dla pewności warto spytać. Obyś nie żałowała swojej decyzji, Nadio.
Odkładam sukienkę na swoje miejsce w szafie i podchodzę do ojca patrząc mu prosto w oczy odpowiadam z ogromną pewnością:
- Żałować to będę jak jej nie zobaczę i nigdy nie powiem jak bardzo mnie skrzywdziła.
Czuły całus w policzek sprawia, że temat skończony.
- Masz dwie godziny, pośpiesz się.
- Uwinę się w ciągu pół godziny - uśmiecham się i mijając go wbiegam do łazienki, ale słyszę jeszcze donośny głos ojca.
- To musiałby być cud.
Nie wątpliwe, że cudem będzie to jak się nie spóźnię, choć nie przejmuję sie tym zbytnio. Wskakuję do wanny wypełnionej gorącą wodą i pozwalam znów swoim myślom powędrować.
Często zastanawiam się nad tym, czy gdy się urodziłam, nie byłam słodkim niemowlęciem? Dlaczego moja matka odeszła, pozostawiając mnie samą z ojcem? Dlaczego mnie nie kochała? Te pytania wciąż buszują w mojej głowie. Oby dzisiejsze spotkanie na jej ślubie, dało mi odpowiedź na nurtujące pytania. Wyobrażam sobie to spotkanie do najtrudniejszych rozmów w moim życiu. Z tego co ojciec opowiadał, matka jest niezłą aktorkom. Wierzę, że uda mi się odnaleźć z nią wspólny język. W końcu jestem jej córką, jednak ona nie ma prawa nazywać się moją matkom. Nie interesowała się mną przez siedemnaście lat, aż tu nagle otrzymuję od niej zaproszenie na ślub oraz tą uwodzicielską sukienkę. Przykro gdy nie miała śmiałości przyjechać do mnie osobiście, zwłaszcza, że mieszkamy w tym samym mieście. Zdałam sobie sprawę, iż teraz być może będę ją widywać częściej, ale nadal nie wiem czy tego chcę. Dlaczego więc przyjęłam zaproszenie? To proste. Pragnę jej powiedzieć, pokazać, jak bardzo jej potrzebowałam, jak mnie skrzywdziła. Nie mam chytrego planu, zamienić jej ten dzień w piekło, ale jednak dokonam tego, aby go zapamiętała. Być może w negatywny sposób znaczenia tego słowa.
Czując lekki dreszcz, spowodowany już chłodną wodą, migiem wyskoczyłam z wanny i owinęłam swoje drobne ciało białym ręcznikiem. Spoglądając w lustro i patrząc na swoją twarz, staram sobie wyobrazić moją matkę. Ciekawe czy ma tak samo oblaną twarz piegami jak ja. Ciekawe czy jej oczy są koloru brązowego jak moje. Ciekawe czy jej włosy są również tak cienkie i rudawe jak moje. Ciekawe czy jej kształt nosa czy ust przypomina mój. Ciekawe czy jest takiej postury ciała jak ja, czyli szczupła, wysoka i bez większych atutów w stylu - biust o rozmiarze D, czy seksowny tyłek, który upinają spodnie. Jej cała osobowość jest ciekawa i pierwszy raz po tylu latach uzmysławiam sobie, że pragnę ją poznać, nawet pomimo tego, jaką krzywdę mi wyrządziła.

Nie zależy mi na olśniewającym i powalającym z nóg wyglądzie. Nigdy nie pragnęłam się podobać chłopakom. Drażniły mnie ich zaczepki m. in. na ulicy. Tata, często powtarzał, że gdybym pozbyła się okropnie wyglądających kolczyków, nałożyła na swoją twarz z umiarem makijaż oraz założyła buty na obcasie, byłabym najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Z zasady nigdy go nie słucham. Mamy zawsze odmienne zdanie, często nawet robię coś z ogromną premedytacją, aby zrobić mu na złość. Dziś, nie byłam sobą. Po raz pierwszy, usłuchałam rad ojca - jak wyglądać uroczo, a zarazem pociągająco. Gdy stałam przed lustrem i wpatrywałam się w swoje odbicie, miałam ochotę zapytać czy to ja. Puder nałożony na twarz, sprawił, że ilość piegów podwójnie zmalała. Podkreślone oczy kredką, wydłużone rzęsy maskarą i pomalowane ust na czerwono, dodały mi kilka lat więcej. Nie wyglądałam jak siedemnastoletnia, szalona nastolatka, natomiast jak dojrzała dwudziestolatka. Obróciłam się zgrabnie, śmiejąc się przy tym i wtedy dostrzegłam przyglądającego mi się ojca.
- Brak mi słów. Gdzie się podziała moja mała Nadia? - zapytał z ogromnym entuzjazmem.
- Twoja mała Nadia tatuśku już dawno stała się kobietą.
- Aż trudno w to uwierzyć - odparł spoglądając na zegarek. - Spodziewałem się tego - powiedział opuszczając bezradnie dłonie.
Wiedziałam co to znaczy, jestem spóźniona. Wyglądało na to, że mój ojciec, nigdy nie będzie mógł w spokoju odwieźć mnie na dane miejsce. Nadal się dziwię, że jadąc w takim pośpiechu nigdy nie zdarzyło się coś nieszczęśliwego. Choć czułam podenerwowanie ojca, uśmiechałam się w duchu, uwielbiałam się spóźniać i nie uważam, że tracę coś interesującego. Wręcz przeciwnie, omija mnie cała ta nużąca szopka. Ciekawe, czy na własny ślub również kiedyś się spóźnię?


--------
Pierwszy rozdział za nami :-) .
Podobał się czy nie? Proszę o szczere komentarze.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zapoznał się z bohaterami oraz prologiem ,,Rozkocham życie w nas'' zapraszam do przeczytania na moim drugim blogu. http://mojsmiech.pinger.pl/m/21272859
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Niestety nie jestem w stanie dokończyć opowiadania "Senny świat". Brak pomysłów i weny, uważam, że nie odnajduję się w świecie fantasy. Realia lepiej mi wychodzą, ale jeżeli chcecie się o tym przekonać, zapraszam na mojego drugiego bloga:
mojsmiech.pinger.pl

Stwierdziłam, że nie będę usuwać tego bloga, a założę nowy z nowym opowiadaniem. Nie dokończyłam tego, a nie chciałam mieszać, mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.

Przepraszam was i zapraszam.

*Kto czyta książki, żyję podwójnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
WRÓCIŁAM . Nie na długo, ale bynajmniej na jakiś czas. Cieszycie się??

Ja taak, tęskniłam za wami Szkarbyy <33.

---
*Rozdział XXVI –*
*„Głęboki brudny strach”.*



Jacek, stoi oparty o swoje auto. W tej chwili nie zwróciłam uwagi na markę. Wiem, że było czarne, jak smuga. Z lekkim, łobuzerskim uśmiechem na twarzy, wpatruję się we mnie. A ja, nie czuję nic innego jak strach i lęk, który ogarnia całe moje ciało. Ręce, nogi, dosłownie każde włókienko ciała dygoczę. Nie jestem w stanie opamiętać swoich emocji. Dlaczego tak się zachowujesz? Zadaję sobie pytanie i wpatrując się w Jacka, odpowiedź natychmiast wpada do mojej głowy. Przecież to inkub, mój wróg przed którym powinnam uciekać, gdzie pieprz rośnie. Natomiast ja, kompletna idiotka stałam osłupiała i śledziłam każdy jeden jego ruch.
- Witaj Lukrecjo – odezwał się po tylu minutach spotkania.
- Co tu robisz? – łatwo można było wysłuchać w moim głosie paraliżujący strach.
- Przyjechałem cię odwiedzić – uśmiechnął się słodko.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? – o dziwo mogłam z nim prowadzić normalny dialog.
- Twoja koleżanka mnie poinformowała.
- Kto? – zapytałam badawczo.
- Niejaka Katarzyna. Urocza blondynka.
Parsknęłam, wyczuwałam w jego głosie nutkę czułości. Nie do wiary, że podobała mu się taka zdzira. Miałam ochotę się roześmiać, ale ogólna sytuacja była zbyt poważna.
- To mój największy wróg.
- A wydawała się sympatyczna.
Tak jak ty – powiedziałam do siebie w duchu. Rozejrzałam się w rozgrywaniu ucieczki. Modliłam się, aby Alan przybył na czas. A tak w ogóle to gdzie się on podziewa?
- Nie odzywałaś się. Martwiłem się. Patrząc na twój wygląd, widzę, że jednak słusznie.
Odruchowo dotknęłam swojego złamanego nosa.
- Mały wypadek – odpowiedziałam, ale nie wiem dlaczego mu się tłumaczyłam. – Sorry, ale muszę już iść.
Pochyliłam się, aby podnieść walizki. Nagle podszedł do mnie i pomógł mi. Musnął ręką moją dłoń. Spojrzałam na niego zdziwiona. Jego dotyk nie był tak parzący jak Alana. Stał tak blisko, iż z łatwością mogłabym wyczuć zapach pieprzu czy imbiru, ale on pachniał tylko mocną wodą kolońską. Nawet jego oczy zdawał się być jaśniejsze. Nie były czarne tylko piwne. Posłał mi urokliwy uśmiech, jeden z tych, na który zapewne podrywa dziewczyny.
- Pomogę ci – wziął ode mnie walizki. – Wyjeżdżasz gdzieś?
- Nie – powiedziałam zszokowana.
- A więc po co ci te bagaże?
- Przeprowadzam się.
- W takim razie, odwiozę cię.
Nim zdążyłam zaprotestować, włożył walizki do bagażnika i otwierając drzwi, gestem ręki zaprosił mnie do środka. Wciąż oszołomiona, wskoczyłam do Audi A3 z 1999 roku. Drzwi z trzaskiem się zamknęły. Podałam adres Jackowi, a on z piskiem opon ruszył. W samochodzie słychać było tylko jego głos. Gadał jak najęty. Ja natomiast milczałam i przyglądałam mu się z uwagą, zadając sobie pytanie: inkub czy człowiek?


Siedząc kilka godzin na schodach podczas wyczekiwania na Alana, żałowałam, iż nie dałam się zaprosić Jackowi na kawę. Być może spędziłabym ten czas znacznie milej. Chociaż nie byłam pewna czy Jacek jest człowiekiem. Moje wątpliwości wciąż kwitły. Wiedziałam, że spotkanie z Alanem wszystko wyjaśni.
Wbiegł jak oszalały na nasze piętro.
- Lukrecja – powiedział naprawdę zaskoczony. – Szukałem cię.
Wstałam, podbiegł do mnie i mnie przytulił, całując tym samym w szyję. Jego ciało było gorętsze niż zazwyczaj. Posłałam mu uśmiech. Radowało mnie to, że się o mnie martwi.
- Przyjechałaś autobusem?
- Nie. Wejdźmy do środka.
- Słusznie. Muszę podarować ci klucze – przekręcił klucze w zamku i otworzył drzwi.
- A będą mi potrzebne skoro będę w ciągłym zamknięciu? – zapytałam wchodząc do środka.
Niechętnie przekraczałam próg. Byłam świadoma tego, że spędzę tutaj w tym mieszkaniu kilkanaście miesięcy. Rozmyślanie o tym, nużyło mnie coraz bardziej. Nie należę do osób, które potrafią spędzić cały dzień w domu. Jestem towarzyska i aktywna. Nie mogę stać w miejscu, muszę się poruszać. Leniuchowanie to nie moja działka, ale przecież nie miałam wyboru. Wolałam żyć, nawet tak.
Z zamyślenia wyrwał mnie śmiech Alana. Wszedł do mieszkania z moimi walizkami. Zamknął drzwi, a ja spojrzałam na niego uważnie.
- Czyżbyś zmienił zdanie?
- Pokusa przetrzymywania cię w zamknięciu, tylko dla siebie jest taka silna – zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Ależ jesteś egoistyczny – przewróciłam oczami.
- Nie chcę się z nikim dzielić tobą – musnął delikatnie swoimi wargami moje.
Oblało mnie pragnienie. Byłam spragniona jego pocałunków. Nawet jeżeli miałabym zemdleć, warto by było. Uniosłam się na palcach i pocałowałam go delikatnie. Nie zdążyłam zamknąć oczu, a Alan oderwał się ode mnie.
- Pokłóciłaś się z Kamą?
- Rozmawiałeś z nią?
- Nie. Nawet nie otworzyłam mi drzwi, a z łatwością można było wyczuć podmuch złości i rozgoryczenia.
- Źle to wszystko rozegrałam – opuściłam wzrok, zażenowana.
- Mówiłem ci, abyś się nie wtrącała.
- Tak, jak zawsze miałeś rację.
- Bądź bardziej posłuszna.
- Szczęście moich przyjaciół jest dla mnie najważniejsze.
Nie przemyślałam tych słów. Zabrzmiało to naprawdę idiotycznie. Przecież to ja doprowadzam ich do – nieszczęścia.
- Żyj swoim życiem.
- A ty swoim – odparłam z przekąsem.
- Ja żyję dla ciebie i dzięki tobie – ujęłam jego ciemne spojrzenie.
- Alan, nie wiem co mam robić. Wszystko się pieprzy – oparłam się o chłodną ścianę, zupełnie bezradnie.
Czekałam aż podejdzie i mnie przytuli, natomiast on powiedział:
- Wiem co ci poprawi humor – uśmiechnął się. – Gorąca kąpiel z lampką wina, przepyszny obiad, a na deser sernik.
- Brzmi kusząco – odpowiedziałam obojętnym tonem.
Nim się obejrzałam byłam już w wannie. Alan nie chcąc mi psuć humoru nie pytał jak dotarłam do naszego mieszkania. Wiedziałam, że będę musiała mu wyznać prawdę. Chęć poznania prawdy, czy Jacek jest inkubem jest taka silna, iż nie mogłabym zataić, aż tak ważnego faktu. Po sytym obiedzie leżąc na sofie powiedziałam do Alana:
- Podejrzewam, że Jacek nie jest inkubem.
Posłał mi pytające spojrzenie.
- Profesor ekonomiki – wyjaśniłam.
- Jest – powiedział bardzo stanowczo.
- Nie zapytasz dlaczego tak podejrzewam?
- Dlaczego? – zapytał z uśmiechem na twarzy.
- Wyglądał, pachniał jak człowiek – gdy wypowiedziałam te słowa, nagle spoważniał.
- Wracałaś z inkubem?
- Mówię ci, że to nie inkub.
- Lukrecja – powiedział z lekką euforią. – Jeżeli potrafi się tak maskować to mamy do czynienia tylko z jednym demonem – przerwał na chwilę.
Przestałam oddychać, bałam się usłyszeć to słowo, to „imię”.
- Samael – w końcu sama wyszeptałam.
- Nie rozumiem jak mogłaś być taka nieodpowiedzialna.
- On zjawił się tak nagle. Gdy zbliżył się do mnie – Alan odchrząknął – wyczułam, że to człowiek. Czułam, iż mogę mu zaufać.
- Myślenie nie jest twoją mocną stroną.
- Nie obrażaj mnie – powiedziałam pośpiesznie.
- Muszę cię bardziej chronić. Nie myśl nawet o chwili naszego rozstania.
- W takim razie zacznę się modlić.
- Powodzenia.
- Okej, przepraszam. Obiecuję, że więcej razy nie zachowam się tak bezmyślnie.
- Nie będziesz miała na to okazji.
- Skoro tak uważasz.
Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
- Co robisz? – zapytałam zdezorientowana.
- Zabieram cię do sypialni – poruszył brwiami i uśmiechnął się figlarnie.
Zaśmiałam się i zarzuciłam mu dłonie na szyję. Migiem znaleźliśmy się w sypialni. Położył mnie na łóżku. Usiadłam pośpiesznie i spojrzałam na jego ciemne oczy, które aż płonęły. Nachylił się powoli. Moje serce przestało na kilka sekund bić. Czułam jakby czas się zatrzymał. Jego spojrzenie było takie przenikliwie. Z łatwością mogłam odczytać co w sobie kryję. Żądza, czułość, pragnienie i miłość. Nie miałam głowy do zastanawiania się nad tym czy to jest prawdziwa miłość, nie przyjacielska. Zanim zdążyłam zadać Alanowi pytanie w sprawie o jego uczucia, pocałował mnie. Zamknęłam pośpiesznie oczy, aby rozkoszować się wspaniałym smakiem jego ust. Jego pocałunki były pośpiesznie, uniemożliwiały mi równomierne oddychanie. Starałam się go opanować, ale nawet on nie potrafił. Oderwałam się od jego kuszących usta.
- Alan – wyszeptałam tylko jego imię, a on ponownie zaczął mnie całować.
Brakowało mi tchu. Pierwszy raz chciałam aby zaprzestał. Jego pocałunki sprawiały mi ból. Dokładnie tak się czułam. Wciągnęłam głośno przez nos powietrze, które było przesiąknięte jego zapachem. Imbir wkradł się do mojego umysłu. Nawet oczy zaczęły łzawić. Uniosłam delikatnie jego podkoszulkę i skierowałam swoje usta na jego szyję, która aż parzyła. Był rozgrzany, jego dotyk parzył. Nie wiedziałam co się dzieję.
- Pragnę cię – wyszeptał. – Każ mi przestać – powiedział dosyć głośno.
Wiedziałam, że nie panuję nad sobą. Posępnie chciałam to wykorzystać. Zrzuciłam z siebie t-shirt, położyłam się na łóżku i przyciągnęłam go do siebie. Jego gorące ciało opadło bezwładnie na mnie. Pośpiesznie zsunęłam z niego spodnie i kontynuowałam rozbierania. Alan natomiast leżał bez ruchu i oddychał ciężko. Zamknął oczy i powiódł dłonią po moim udzie. Jego dotyk był tak gorący, iż obawiałam się, że pozostawi na mojej skórze zaczerwienienia. Jakby po oparzeniu. Na przemian oblewało mnie gorąco i dreszcze. Pragnęłam go, ale byłam zbyt wyczerpana. Chciałabym mieć już pierwszy raz za sobą.
W momencie gdy ujęłam spojrzenie Alana, które wyjątkowo było tak jasne, poczułam ukłucie. W sercu, w piersi. Otworzyłam usta, aby zaczerpnąć jak najwięcej powietrza, odruch spowodował jeszcze większy ból. Zamknęłam oczy i jęknęłam cicho, aby nie wystraszyć Alana. Wszystko we mnie pulsowało. Czułam najmniejszą cząstkę mojego ciała. Serce biło coraz szybciej i szybciej, aż ustało. Otworzyłam pośpiesznie oczy, a z moich ust wydobył się być może ostatni wydech.


---
ALAN , jaramy sięę : ***
  • awatar poezja.: fajnie mieć czas i choć na chwilę wrócić na pingera i poczytać :)
  • awatar Czym jest życie i prawdziwa miłość ∞: ojj.. jak dobrze że wróciłaś, również tęskniłam za tobą i twoimi opowiadaniami ;* Rozdział cudownyy, jestem zachwycona nie spodziewałam się, że tak szybko dojdzie do ich pierwszego razu biorąc pod uwagę fakt jak wcześniej reagowała na bliskość Alana, ale w sumie będzie teraz ciekawie ^^ Alan *.*
  • awatar Gość: świetne jak zwykle ^^ nie mogę się doczekać następnego :D tak długo czekałam na ten, mam nadzieję, że następny pojawi sie dość szybko ^^ i tak si cieszę, że juz wróciłaś no jaram sie tym jak i Alanem ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Kochani mam złą wiadomość..
*zawieszam bloga*. Tymczasowo. Bądźcie pewni, że wrócę, obiecuję.
Obecnie brak czasu, a wiem, że was zaniedbuję. Wybaczcie. Wiem co obiecywałam, iż będę regularnie was odwiedzać i dodawać rozdziały, ale niestety plany się pokrzyżowały.
Jestem tak zaganiana, że nawet nie mam czasu pisać opowiadania. Jestem w połowie dopiero 26 rozdziału, a więc musicie mi dać czas. Mam nadzieję, że jak wrócę to jeszcze będzie ktoś o mnie pamiętał i co najważniejsze, że się nie pogniewacie.

Przepraszam jeszczee raz : ***.
Kocham Was i będę tęsknić.
aaa, wrócę prawdopodobnie za tydzień, ale to nie jest pewne. !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
*Rozdział XXV –*
*„Błądzimy w tym labiryncie kłamstw niczym zagubione szczury”.*


- Spotkajmy się z Gasparem. Może coś nam doradzi – powiedziałam do Alana, który siedział na brzegu łóżka.
Ja natomiast krążyłam po całym pokoju. Spojrzałam na niego. Pokręcił opuszczoną głową.
- Dlaczego nie powiesz mi, iż to tylko głupi sen, który nie przeobrazi się w rzeczywistość?
- Mam kłamać? – rzucił oschle.
- Nie możesz… - przerwałam, zastanawiając się jak odpowiednio dobrać słowa. – Nie mogę cię stracić – wybuchłam płaczem.
Wstał i przytulił mnie do siebie.
- Sen na pewno nie wydarzy się teraz. Jestem tego pewien, że już ciebie nie będzie na tym świecie. Przykro mi, iż musiałaś na to patrzeć.
- Ochronię cię – wyszeptałam.
- Nie poradzisz sobie z taką armią inkubów.
Spojrzałam w jego ciemne oczy i odparłam dość odważnie:
- Nawet sam Samael nie jest dla mnie zagrożeniem, aby cię ochronić.
- Nie do wiary, że aż tak wiele dla ciebie znaczę – zacytował moje słowa z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Kiedy poznam Gaspara? – zapytałam wciąż się doczekując.
- Niedługo.
- Chcę wiedzieć co się wydarzyło przed klubem i co najważniejsze, jak mógłby nam pomóc.
- Już wiele nam pomógł – pocałował mnie w środek nosa.
- Nie jest w stanie więcej?
- Mamy schronienie. Bynajmniej na jakiś czas. To wystarczy.
- Przecież nie możemy się ukrywać.
- Musimy.
Pokręciłam głową i odsunęłam się od niego.
- Mam siedzieć kilka dni w zamknięciu?
- Sądzę, że to nie potrwa kilka dni – powiedział z przekąsem.
- Nie ma mowy! – krzyknęłam sfrustrowana. – Jak sobie to wyobrażasz? Ja mam własne życie. Praca, studia, przyjaciele. Nie mogę gnić w tym mieszkaniu przez miesiące czy lata.
- Wolisz zginąć, tak?
- Chcę żyć – wydusiłam z siebie te słowa, jakby były moimi ostatnimi.
Mój stan psychiczny pogarszał się. Nie potrafiłam myśleć trzeźwo i jasno. Mój umysł kurczył się. Natłok wydarzeń nie pozwalał na odrobinę relaksu czy szczęścia. Nie miałam kiedy pomyśleć o tym co będę jutro robić, jak się dziś ubrać, co ugotować na obiad, o co się pokłócić z Renatą, do jakiego klubu się wybrać czy jak poprosić szefa o podwyżkę. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie potrafię już normalnie żyć. Odzwyczajam się, a Alan mi w tym pomaga. Bynajmniej teraz tak myślałam, ale jak zawsze – byłam w błędzie.
Po śniadaniu, rozkazał mi się ubrać i wsiadając do jego samochodu podwiózł mnie do mojego domu. Spakowałam najważniejsze rzeczy i co najważniejsze – musiałam poinformować Kamę o przeprowadzę. Alan był na tyle wyrozumiały, iż dał mi czas do południa. Na szczęście Kama miała dziś wolne od pracy, więc mogłam spędzić z nią trochę czasu.
Leżąc na moim łóżku, rozpoczęłam z nią niewinną rozmowę:
- Jak tam sprawy z Leonem? – zainteresowałam się na początek.
- Dobrze. Mamy spotkać się wieczorem. On jest taki romantyczny.
- Oczarował cię swoimi wierszami?
- Nie. Jeszcze mi ich nie czytał. Nalegałam wczoraj, ale powiedział, że nie wziął ze sobą notesu.
- Rozumiem – odparłam zdezorientowana.
Miałam ochotę cofnąć czas. Tak, do wczorajszego poranka. Wycofałabym słowa wypowiedziane Alanowi i Leonowi. Przez moje intrygi wszyscy kłamiemy. Jesteśmy przesiąknięci kłamstwem, a zwłaszcza ja i Leon. On jej nie kocha, dlaczego więc z nią jest? Przypomniałam sobie, że napisałam do niego wczoraj popołudniu. Zanim wyjdę, muszę zabrać ze sobą komórkę, aby odczytać wiadomość od Leona.
- Po co ci te walizki? – zapytała wskazując ręką dwie walizki stojące obok szafy.
- Wyprowadzam się – odparłam naprawdę cicho.
Wbiłam się bardziej w łóżku. Obawiałam się reakcji Kamy.
- Jak to? – aż podniosła się z wrażenia.
- Kupiliśmy razem mieszkanie.
- Ale że kto? – odparła głupkowato.
- Ja i Alan.
- Przecież to nieodpowiedzialny cynik, który cię wykorzysta i porzuci. Nie daj się mu owinąć wokół palca – błagała mnie.
- Kama, przestań – byłam zdenerwowana. – Nie znasz go.
- Odkąd go poznałaś zmieniłaś się, w dodatku pakujesz się w kłopoty.
- To nie jego wina. Czysty zbieg okoliczności.
- Wiesz co? – podniosła się i posłała mi gniewne spojrzenie. – Proszę bardzo, idź do niego mieszkać. Tylko nie przychodź gdy cię zrani. Przez jego pojawienie zaniedbałaś mnie, więc śmiało mogę powiedzieć, że nie jesteśmy już przyjaciółkami – ruszyła ku wyjściu.
Odruchowo podbiegłam do niej, łapiąc ją za rękę.
- Ależ pieprzysz – powiedziałam lekko żartobliwie. Chciałam rozluźnić atmosferę. – Jesteśmy już dorosłe. Nie możemy przez całe życie mieszkać razem. Będziemy się spotykać, przyjaźnić.
- Już cię nie potrzebuję.
- Aha. Byłam ci potrzebna tylko do zdobycia Leona?
- Chciałabyś mieć wszystkich na własność! – zaczęła krzyczeć i machać rękoma.
I stało się. Przez kilka miesięcy był kompletny spokój, ale teraz Kama wybuchła. U niej to normalne. Trzyma w sobie emocję i zażalenia, aż nadchodzi pewien dzień, przez który mówi co czuję. Płaczę, krzyczy i smutnieje. Nie lubię takiej Kamy.
- Leon jest moim przyjacielem.
- Raczej był. Nie myśl, że będziecie się spotykać tak jak przedtem. Ja się o to postaram.
- On cię nie kocha.
- Jak śmiesz, tak kłamać? – była rozwścieczona.
Czy to na pewno moja kochana i uczynna Kama, którą kocham ponad wszystko?
- Mówisz tak ponieważ mi zazdrościsz.
Nie miałam najmniejszej ochoty tego słuchać. Najlepszym rozwiązaniem było tak po prostu wyjść z domu. Zabrałam walizki i wybiegłam, trzaskając za sobą drzwiami. Nie spodziewałam się, kogo spotkam przed swoim domem. Upuściłam walizki na ziemię i poczułam strach. Byłam bezradna i sama. Moja przyjaciółka z przyjemnością by patrzyła jakby działa mi się krzywda.


----
Zdjęcie Lukrecji :
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Przepraszam bardzo za moją nieobecność . Nie miałam neta. Wybaczcie, obiecuję, że teraz częściej będę wchodzić. A przed wami zaległy rozdział . xD


*Rozdział XXIV –*
*„Deszcz zimna czuję na piersi”.*



Jedząc obiad, który przygotowałyśmy razem z Kamą, myślałam o tym co obiecałam Alanowi. Przecież nie muszę dotrzymywać słowa. Mogę być taka perfidna jak on. Ale nie, nie potrafię się pod kogoś podszywać. Pojadę do niego wieczorem, przecież to mały kurs. Poza tym taki przedwieczorny spacer dobrze mi zrobi. Nareszcie będę mogła w spokoju zebrać myśli. W samotności.
Kama zachowuję się naprawdę śmiesznie. Po rozmowie z Leonem chodzi uśmiechnięta od ucha do ucha i powtarza mi jak mnie kocha. Dziękując przy tym, ponieważ poniekąd to moja zasługa, iż teraz są razem. Na wieść o takiej wiadomości powinnam i ja skakać z radości, ale czuję się rozsypana. Na drobne kawałki. Rozmowa z moim przyjacielem doprowadziła do tego, że mam wątpliwości. Wygląda na to, iż Leon nie kocha Kamy, a więc po co chcę z nią być?
Po skończonym obiedzie, napisałam do niego esa:
Myślę i myślę. Nie rozumiem twojego zachowania. Proszę, wytłumacz mi o co chodzi. Kochasz Kamę? Jeżeli nie, to po co pakujesz się w związek?
Czekałam kilka minut na odpowiedź, ale niestety bez rezultatu. Usiadłam przed TV i przełączając co chwile programy, usłyszałam za sobą:
- Już wróciłaś? Miałaś pozostać na obserwacji.
Obejrzałam się za siebie. Renata stała na progu salonu z torbą na ramieniu. Uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Też się cieszę, iż cię wiedzę, paskudo.
- Nawet mi cię nie brakowało.
- Ej, mała nie kłam – pogroziłam jej palcem. – Mamusia nie uczyła, iż nieładnie okłamywać?
Przewróciła oczami, podpierając boki.
- W porównaniu do ciebie jestem wychowana bo miał mnie kto wychować – pierwszy raz poczułam ukłucie w sercu.
Niejaki żal wkradł się do mojego umysłu i serca. Przypomniałam sobie o swoich rodzicach. Nie mieli szansy na wychowanie mnie. Dlaczego im to odebrano?
- A wyglądasz obrzydliwie. Lepiej zaszyj się w pokoju na kilka dni, abym nie musiała na ciebie patrzeć – odparła dumna z siebie.
Wygrała, tym razem to ja byłam na przegranej. Nie miałam ochoty słuchać jej okropnego głosu i słów, które raniły moją duszę. Ubierając się wybiegłam z domu. Było już dość ciemno. Usiadłam na przystanku. Obmacując kieszenie, chciałam sprawdzić która jest godzina. Dopiero teraz zorientowałam się, iż zapomniałam komórki. Otulając się swoimi ramionami, czekałam na jakikolwiek autobus. Po niespełna 5 minutach nadjechała jedna z emek. Prędko wsiadłam.
Wysiadłam na przystanku i rozejrzałam się dookoła. Przechodniów o dziwo było nawet sporo. Samochody krążyły w tą i z powrotem tworząc lekki hałas.
Ruszyłam w kierunku mieszkania Alana. Idąc, nie mogłam się skupić. Dekoncentrowało mnie jedno, myśl, że ktoś mnie śledzi. Czyżby to Alan, ponownie ze mnie pogrywał?
Odwróciłam się ukradkiem i rzeczywiście zauważyłam postać, idącą za mną. Zaniemówiłam gdy ujrzałam rudawe włosy i zgrabnie poruszającą kobietę. Dyskretnie odwracając się, zorientowałam się, iż to Ruta. Tak, ta Ruta, która dręczyła mnie w snach i byłam o nią zazdrosna. Przyśpieszyłam kroku. Moje serce wariowało, a oddech strasznie przyśpieszył. Im szybciej szłam tym bardziej wydawało mi się, że mało przebywam metrów. Droga do domu dłużyła się, a ja zastanawiałam się nad jednym – dlaczego ona mnie śledzi?
Nie myśląc, ani nie rozglądając się, wbiegłam na ulicę. Jasne światło oślepiło mnie, pomimo tego przebiegłam na drugą stronę ulicy. Wbiegłam do domu i pukając, a raczej panicznie uderzając o drzwi, patrzyłam w dół i nadsłuchiwałam się czy przypadkiem nie idzie nadal za mną. Na klatce było kompletnie cicho. Jedynie moje głośne pukanie, robiło lekki huk.
Drzwi się otworzyły, a ja wbiegłam do środka. Usiadłam na podłodze i oparłam głowę o chłodną ścianę.
- Co jest? – zapytał Alan.
- Ona… - przerwałam.
Moje ciało nie wytrzymało napięcia oraz strachu. Zaczęłam się trząść, jakby był galanty mróz. Trzepocząc zębami, posłałam Alanowi przerażająco zlęknione spojrzenie. Kucnął obok mnie i objął mnie swoimi gorącym dłońmi. Nawet jego ciepło nic nie pomagało. Wciąż się bałam. Przyległam do niego jeszcze bardziej z obawy, iż za chwilę zwariuję. Jego kojący dotyk oraz pocałunki tak uspokajające, pomogły. Uniósł mnie delikatnie i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku, okrywając kołdrą. Usiadł obok mnie. Potrzebowałam jego ciepła oraz bliskości.
- Chodź do mnie – wyszeptałam.
Wgramolił się pod kołdrę, a ja przytuliłam się do niego. Po kilku minutach, uspokojona powiedziałam:
- Ruta mnie śledziła.
- Jesteś pewna? – przeczesał moje brązowe włosy.
Ostatnio starałam się chodzić w rozpuszczonych. Pewnie dlatego, iż mogłam ukryć stłuczenia na twarzy, ale niestety złamanego nosa nie da się ukryć.
- Tak.
- Po co miałabym to robić?
- Nie wiem.
- Kiedy to było?
- Przed chwilą.
- Śledziła cię, aż do naszego mieszkania? – pokiwałam tylko głową. – Spokojnie. Tutaj jesteś bezpieczna.
- Dlaczego akurat tutaj?
- Nie znasz jeszcze umiejętności Gaspara – uśmiechnął się.
- Co to za umiejętności?
- Zadasz mu to pytanie osobiście.
- Czyli poznam go?
- Wkrótce na pewno.
Milczałam, on również. Po chwili poczułam się naprawdę niezręcznie. Leżałam w jego objęciach, a przecież obiecywałam sobie zapomnieć. Miałam wykasować z pamięci jego kuszącą bliskość, ale niestety, pojawienie się Ruty wszystko zniszczyło. To dowód na to, iż lepiej nie planować i żyć spontanicznie.
- Nie powinienem cię zmuszać, ale sądzę, że lepiej będzie jak pozostaniesz tutaj. Chociażby na kilka dni.
- Dobrze – powiedziałam cichutko.
Moja energia wygasała. Ponownie poczułam się słaba. Traciłam oddech i robiłam coraz bardziej senna.
- A już myślałem, że się przyzwyczaiłaś – mówiąc, wyślizgnął się.
Łóżko ponownie było puste i zimne. Jedyne do czego mogłam się przytulić to do poduszki. Tak też postąpiłam, a następnie dopadł mnie sen. A to taki sen, iż żałowałam, że Alan mi go nie skradł, to znaczy nie zjadł.
Gorąco. Czułam się tak jakbym znajdowała się w objęciach Alana, ale jednak jego nie było obok mnie. Rozglądając się nie zauważyłam nic szczególnego. Nagle pode mną, tak dokładnie na dole rozległ się odgłos tupania, a raczej marszu. Spojrzałam na dół. Stałam jakby na szkle, kucnęłam. Pode mną szło kilkanaście inkubów. Równym krokiem, naprzód. Za nimi maszerowały – sukkuby, a następnie kambiony. Wytężyłam wzrok w poszukiwaniu znajomych mi twarzy, ale bez rezultatów. Nagle cała „armia” demonów zatrzymała się. Na czele, przed nimi stał obrzydły demon, który posiadał skrzydła, ogon i oczy o kolorze krwi. Słysząc jego głos, domyśliłam się, iż to Samael:
- Nie zawiedźcie mnie! – krzyknął. – Chcę czuć siłę waszego zła. Chcę czuć jak bardzo pragniecie zawładnąć całym światem!
Tłum milczał. Nie usłyszałam nawet odkrzyknięcia czy jednego ruchu. Zachowywali się jak posągi, bez życia.
- Nasza armia się rozwija, ale potrzebujemy jeszcze więcej i więcej – uniósł swe ohydne szpony ku górze. – Przecież to tylko śmiertelnicy. Nie pozwólcie sobą omotać ludziom, którzy rozsiewają swoją bezduszną miłość. My, istoty ciemności i otchłani nie potrafimy kochać i miłować. My, musimy nienawidzić, nawet samych siebie!
Ziemia lekko się zatrzęsła, a do mojego umysłu zakradło się tylko jedno spostrzeżenie – cóż to za cholerny psychol?
- Wyczekując na jedynego potomka, pochłoniętego wspaniałą mocą musimy być gotowi do ataku. Czas znika, a świat już miętosimy w swoich szponach – zaśmiał się gorzko, ukazując swoje obrzydłe uzębienie, które śmiało mogłabym nazwać kłami. – A ci – odparł naprawdę głośno – którzy się sprzeciwią, zostaną strąceni do otchłani największego cierpienia. Na wieki przeklęci, nigdy nie odnajdą swojej drogi do dalszego istnienia. Moc zła i nienawiści pożrę ich żywcem, gnębiąc najskrytsze zakątki umysłu.
Po wypowiedzianych słowach jak na zawołanie w tłumie ujrzałam Alana. Stał, bezradnie wpatrując się w Samaela. Miałam ochotę podbiec i przytulić go, wyglądał jak mały chłopiec, któremu dzieję się w tej chwili krzywda. Armia odsunęła się, dając mi tym samym lepszy widok na Alana. Zauważyłam, iż stoi obok niego jedna osoba. Dobrze mi znana ze snów. Ruta. Trzymali się za ręce. Ruta wypowiedziała coś po łacinie, odsuwając się od Alana. Podejrzewam, iż to „zaklęcie”, sprawiło, że Alan opadł kolanami na ziemię, krzycząc i kuląc się z bólu. Samael zbliżał się do mojego wybawcy, zadając mu tym samym coraz mocniejsze ciosy. Krzyki Alana były przerażające, łamały mi serce.
- Żaden demon nie kocha, nie pomaga, nie działa na własną rękę, nie sprzeciwia się! – ziemia trzęsła się tragicznie.
Łzy spłynęły po moich policzkach. Z ust Alana dosłyszałam się przeraźliwego jęku i skowytu. Zaczęłam walić o „szkło”, które mnie otaczało, krzycząc:
- Zostaw go ty cholernie psychiczny demonie! – nie słyszał mnie.
Nikt mnie nie słyszał. Mówiłam sama do siebie i jako jedyna rozpaczałam nad cierpieniem Alana. Nagle Alan złapał się za klatkę piersiową, w miejscu gdzie jest serce i uniósł głowę do góry, wyszeptał coś. Otoczyła go obłoczka dymu, dopiero gdy wracałam do rzeczywistości, zorientowałam się, iż Alan płonie.

Obudziłam się spocona, z rozgrzanymi policzkami, na których widniały słone łzy. Prędko przytuliłam się do Alana, który siedział na brzegu łóżka.
- Powiedz mi, że to się nie wydarzy – wyszeptałam kompletnie załamana.
Głaszcząc mnie po głowie, szeptał słowa, których ani razu nie usłyszałam z jego ust. Powtarzał jaka jestem piękną i urokliwą kobietą. Mówił mi jak wiele dla niego znaczę oraz, iż od zawsze marzył o spotkaniu takiej osoby jak ja. Jego słowa coraz bardziej mnie irytowały, nie to chciałam usłyszeć. Być może nie mógł mnie zapewnić, iż to się nie wydarzy ponieważ nie chciał kłamać. Prawdomówny Alan? Ależ się zmienił. Przez myśl mi przeszło – to ja go zmieniłam, bo czyż nie taka jest prawda?


---
Nie miałam okazji wstawić zdj Ruty, a więc robię to teraz.
Ruta:
  • awatar Gość: Fajnie,że juz jesteś! Mega rozdział!
  • awatar Gość: Cieszę się, że już jesteś :d jakoś ostatnio mnie nie było >.< jakbym była bym wcześniej przeczytała, ale już nadrobiłam ^^ czekam na następny :3 czasem wchodziłam kilka razy dziennie i lukałam czy już nie dodałaś i no wreszcie jest ! Kurde jestem ciekawa czemu Ruta ją śledziła :o i co dalej z tym snem. Myślę, że to będzie ciekawe :D tylko niech Alan nie ginie :c polubiłam go i to bardzo, a z Lukrecją tworzą świetną parę ^^ kurde i jeszcze ten Leon no teraz to się dzieje ;> jestem bardzo ciekawa co łączy ta Rute i Alana i mam nadzieję, że przybliżysz ten temat więc kończąc napiszę, że jak zwykle bardzo, bardzo mi się podobało i oczywiście czekam na następny rozdział niecierpliwie więc dodawaj szybko ^^ Kocham tooo <3
  • awatar W Poszukiwaniu Drogi...: Cudowny! Naprawdę bardzo dobry! Trzymaj się cieplutko kochana.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Dziś byłam u fryzjera .
Obcięłam włosy na krótko (z wyciętym bokiem) i zmieniłam kolor. Jasny brąz. Na zdjęciach niestety kolorek nie jest tak jasny, ale nieważne.
A więc pochwalę się (przy okazji luknijcie na bluzkę jaką zakupiłam, jak dla mnie kolor niesamowity):



---
Bla, blaa, blaaa. xD Dzisiejszy dzień minął dość przyjaźnie. Niedługo czeka mnie egzamin na prawko, a ja nadal nic nie umiem. Tak, teoria, grrr... aż się trzęsę ze strachu gdy pomyśle o egzaminie.


---
Nie mam dziś weny do pisania, dlatego też kończę już ten wpis.
INFORMACJA: „Senny świat”, kolejny rozdział jutro!
  • awatar lilysmith: Piękna fryzura :)
  • awatar lady-flower123: Czy jesteś molem książkowym, który jak ja ostatnimi czasy lubi poczytać w tramwaju, na świeżym powietrzu lub też w domowym zaciszu? Jeśli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca to zapraszam do akcji blogowej: http://lady-flower123.blogspot.com/2013/04/akcja-blogowa-czytamy-i-polecamy.html
  • awatar Gość: kurcze czekam na rozdział :c
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (23) ›
 

 
Rozdział zapewne spodoba się osobą, które lubią Leona.
MIŁEGO CZYTANIA


*Rozdział XXIII –*
*„Puste słowa”.*


Weszłam do domu i zorientowałam się, iż jestem sama. Tworzył się we mnie lekki strach. Bałam się przebywać sama, ale nie miałam innego wyjścia. Włączyłam radio w kuchni i zabrałam się za szykowanie sobie śniadania. Na co mam ochotę? Naleśniki z serem.
Podczas pieczenia usłyszałam odgłos dzwonka do drzwi. Zastygłam w bezruchu. Spanikowana, podeszłam po cichu do drzwi i wyjrzałam przez wizjer. Uśmiechnęłam się i prędko przekręciłam zamek, otwierając. U progu stał Leon. Jeansy, kurtka dżinsowa i szary T-shirt. Zdziwiony wszedł do środka, a ja jak oszalała rzuciłam mu się na szyję.
- Dobrze, że jesteś – powiedziałam cichutko.
- Nie spodziewałem się, że cię spotkam.
- Wypisali mnie.
- Właśnie przyjechałem po Kamę. Pomyślałem, że cię odwiedzimy.
- Kamy nie ma. Sądziłam, że będziesz wiedział gdzie się wybrała.
Pokręcił głową.
- Kawy? – zaproponowałam z uśmiechem na twarzy, entuzjastycznie zgodził się.
Z kubkami gorącej i aromatycznej kawy, która aż pobudzała do życia, usiedliśmy na schodach.
- Skarbie wyglądasz okropnie.
- Wielkie dzięki – powiedziałam lekko urażona, chociaż na Leona nie potrafiłam się gniewać.
- A tak na marginesie to nie sądziłem, że tak fatalnie prowadzisz.
- Byłam pijana – broniłam się.
- Na urodzinowej imprezie byłaś gorzej pijana, a i tak prowadziłaś.
- Skąd to wiesz?
- Daniel ma naprawdę długi język – uśmiechnął się.
Wiercąc się, zapytałam:
- Co ci jeszcze powiedział?
- Niewiele pamiętał. A co się wydarzyło?
- Nic – opuściłam wzrok i wtopiłam swe spojrzenie w małą czarną.
- Jesteś wścibska i uciekasz wzrokiem. Opowiadaj – szturchnął mnie nogą.
- Tak wyszło, że… - przerwałam, połykając ślinę, aby pozbyć się guli narastającej w moim gardle. – Pocałowałam Daniela.
- Z języczkiem? – zaśmiał się.
Dałam mu sójkę w bok, przy czym o mało nie spadł ze schodów.
- Wszystko przez Alana – odparłam dość smutnawo.
- A co on ma z tym wspólnego?
- Chciałam aby był zazdrosny.
- Powiedz bynajmniej, że udało ci się wywołać tą zazdrość u niego – wlepił swoje oczy we mnie.
- Poniekąd – uśmiechnęłam się skromnie trzepocząc rzęsami.
- Ty intrygantko – pogroził mi palcem.
Złapałam go za kolano, pytając:
- Jak tam sprawy z Kamą?
Uniósł do góry swoje gęste, jasne brwi.
- Nie rozumiem pytania.
- Bo wiesz, nie miałam okazji z tobą o tym porozmawiać. Ona – upiłam łyk kawy – czuję coś do ciebie. Myślałam, że poruszyliście ten temat. To znaczy, że ona się odważyła. Oczywiście nie chcę cię zmuszać, ale mógłbyś tak z nią porozmawiać? – przechyliłam głowę na bok i posłałam mu błagalne spojrzenie.
- Porozmawiam – uśmiechnął się.
- Zachęć ją jakoś i broń boże nie mów jej, że ja ci kazałam. Jesteście dla siebie stworzeni. Wiele razy wyobrażałam sobie was, jako szczęśliwą parę – gadałam jak najęta.
- Lukrecja, zaczekaj. Muszę ci coś wyznać.
- O nie! – krzyknęłam z radością. – Już wiem. Tą dziewczyną jest Kama? – rzuciłam mu się w ramiona. – Przyjacielu, tak się cieszę.
Objął mnie mocno i ucałował w czoło. Niespodziewanie na korytarzu zjawiła się Kama.
- Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział z lekką złością.
Oderwałam się od Leona i oboje skierowaliśmy swoje spojrzenia w jej kierunku.
- Możecie mi powiedzieć co robicie? Zaraz, Lukrecja, co ty w ogóle tutaj robisz?!
- Nie cieszysz się, że wróciłam do domu? – odparłam z wyrzutem.
- Cieszyłabym się gdybyś mnie uprzedziła. Wyszłam na kompletną idiotkę przed lekarzem i pielęgniarkami – podparła boki i spojrzała na mnie karcąco, czułam jak się czerwienie.
Prawda, nie pomyślałam o tym, ani też jak się im wytłumaczyć, gdy usłyszę pytanie:
- Dlaczego uciekłaś ze szpitala?
- Uciekłaś ze szpitala? – Leon aż wstał z wrażenia.
- Przecież nic mi nie jest – opuściłam w bezradności dłonie. – Czuję się wspaniale. Wiecie, że nienawidzę szpitali i tych wszystkich lekarzy, którzy tak naprawdę nie znają się na niczym.
Spojrzałam ukradkiem z lekkim zawstydzeniem na moich przyjaciół. Zrobiłam słodką i bezradną minę.
- Przepraszam was.
- Czubku, chodź tu – Kama wyciągnęła do mnie ręce.
Przytuliłam się do niej, po czym dołączył do nas Leon. Czułam się szczęśliwa, ponownie. A może nie potrzebuję Alana, aby poczuć podmuch szczęścia? Mam przyjaciół, którzy mnie kochają. Mam pracę, wiedzę, a chłopak przyjdzie z czasem. Związek z kambionem to najgorsza głupota z mojej strony. Szkoda jednak, że nie pomyślałam o tym wcześniej… zanim się nie zakochałam.
Kocham Alana i nikt nie może tego zmienić.

Siedziałam sama w pokoju ponieważ Leon wraz z Kamą odbywali poważną rozmowę. Niecierpliwiłam się. Podchodziłam co chwilę do drzwi, próbując wyłapać jakiś dźwięk czy choćby jakieś słowo. Niestety nic nie mogłam usłyszeć. Nasze pokoje oddzielała łazienka oraz nieduży korytarz.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać – odparł Alan.
Jak zawsze, wystraszona podskoczyłam do góry. Nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie ładnie tak się skradać.
- Skradać się to ja mogę zacząć – powiedział rozbawiony.
Poczułam na swoich biodrach jego gorący dotyk. Odwróciłam się do niego pośpiesznie, a on pocałował mnie. Z otwartymi oczyma czułam żar na wargach, który powoli zaczął wypełniać mnie od środka. Odepchnęłam go, posyłając mu gniewne spojrzenie.
- Co ty wyprawiasz?!
- Witam się z tobą – powiedział nadal uśmiechnięty.
- Nie zbliżaj się więcej razy do mnie. Nie dotykaj, nie całuj, najlepiej to się do mnie nie odzywaj!
- Uf, jaka frustracja – zaśmiał się.
Denerwował mnie. Dlaczego uprzykrzał mi życie? Nie potrafił tak po prostu starać się nie istnieć? Przecież może mnie pilnować w ukryciu. Za dużo się między nami wydarzyło, aby mógł zapomnieć?
Co prawda, sama jeszcze nie zapomniałam, ale staram się. Chcę żyć normalnie. Przecież nie mogę stać w miejscu i zadręczać się myślą, iż kocham demona. Nie mogę bać się jutra czy snów. Muszę być odważna, a Alan mi w tym pomógł. Kolejne odrzucenie pomogło, abym stanęła twarzą w twarzą z wrogiem. Mój monolog, który kotłowałam sobie w głowie, przerwało wejście Leona do mojego pokoju. Alan oczywiście nie raczył odejść.
- Sorry, nie wiedziałem, że masz gościa.
- Alan właśnie wychodzi, prawda? – spojrzałam na niego wyczekująco.
- Przecież dopiero co mnie zaprosiłaś do środka.
- Spoko, innym razem porozmawiamy – powiedział Leon.
Kazałam mu zaczekać, machając dłonią. Podeszłam do Alana, mówiąc do niego cicho.
- Proszę cię, wyjdź. Spotkamy się wieczorem. U ciebie – uśmiechnęłam się sztucznie.
- U nas – pocałował mnie w usta.
Trwało to raptem kilka sekund. Poklepując Leona po ramieniu, znikł z naszego pola widzenia. Zaprosiłam mojego przyjaciela do środka. Usiedliśmy na łóżku. Spojrzałam na niego z ogromnym wyczekiwaniem. Czy coś się wydarzyło? Są razem, będą, czy nie?
- Czyżbyś się pokłóciła z Alanem? – przechylił głowę na bok, rzucając mi spojrzenie – nie potrafisz być grzeczna i spokojna, nie kłócąc się?
- Odrobinę – opuściłam głowę.
- O co poszło? – doczekiwał się szczerości z mojej strony.
Zawsze mógł na nią liczyć. Leona nigdy bym nie okłamała. Zna moje najskrytsze tajemnice. Może oprócz tego, iż Alan jest kambionem, który polował na mnie od kilku lat oraz, że Samael chcę ode mnie – potomka. Przecież to taka drobnostka, która w tej chwili wywróciła moje życie do góry nogami.
- O mieszkanie – oczywiście zmyśliłam.
Co miałam powiedzieć? Chciałam się z nim przespać ponieważ czuję, iż to ten jedyny oraz, że go kocham, a on odmówił mi tylko dlatego, że nie potrafię opanować swojego podniecenia? Ależ żenada.
- Alan chcę abym z nim zamieszkała. To zbyt szybko dla mnie.
- Może chodzi o coś innego? – uśmiechnął się delikatnie.
- O co niby?
Położył się na łóżku, mówiąc:
- Boisz się bliskości.
- Nie boję się! – powiedziałam pełna gniewu.
Czułam jak się czerwienie. Przecież to ja nalegam, nie Alan. Wiedziałam, iż muszę zakończyć ten temat jak najszybciej. Szturchnęłam go w ramię.
- Lepiej opowiadaj jak tam sprawy z Kamą.
- Dobrze. Widzę, że to dla ciebie bardzo ważne.
- Mhm, cholernie ważne. Przecież tu chodzi o szczęście moich przyjaciół. Tylko nie mów mi, że ją odrzuciłeś, a on teraz siedzi i płacze – wskazałam ręką jej pokój.
Miałam ochotę pobiec do niej i sprawdzić jak przebiegła ich rozmowa. Wyjął swój poniszczony notes. Zatopił spojrzenie w zamazanych kartkach. Jego słowa rozeszły się po całym moim pokoju:
„To serce wybiera
Tę prawdziwą miłość,
Lecz jest jedna bariera,
Której towarzyszy zawiłość.
Wpatrując się w Ciebie,
Zastanawiam się co czuję,
Przecież tyle jest gwiazd na niebie
A ja tylko jednej wyczekuję.
Bojąc się odrzucenia
I łamiąc wszelkie zasady,
Rzucam się w wir zapomnienia,
Lecz zapomnieć nie da rady.
Marząc o Tobie skrycie,
Postanawiam podjąć ryzyko,
Chcę Ci podarować swoje życie
Nie przejmując się krytyką.” *
Następnie spojrzał na mnie czule. Złapał moje dłonie. Nasze palce splotły się, łącząc całość. Serce podeszło mi do gardła. Miałam świeczki w oczach. Nie mogłam nic wypowiedzieć, ani jednego słowa. Dlaczego tak się czułam? Przez myśl mi przeleciało, iż to o mnie, ale prędko rozgoniłam takie myśli.
- Lukrecja – odparł łagodnie. – Nie chcę cię ranić. Nie chcę stracić – podniósł się, spojrzał mi głęboko w oczy. – Dałem szansę Kamie – odparł jakby smutno.
Przytuliłam go, nie tak wyobrażałam sobie ich związek, ale klamka zapadła. Przecież Leon nie jest taki głupi, aby pakować się w związek bez przyszłości, bez miłości. Byłam tego pewna.



* wiersz autorstwa *Marzycielkaa16* (http://marzycielkaa14.pinger.pl/). Dziękuję za udzielenie swojego dzieła w moim opowiadaniu.

---
Nareszcie udało mi się odnaleźć zdj, które w pełni przedstawia przyjaciółkę Lukrecji.
KAMA:
  • awatar AlwaysArianaGrande: super :)
  • awatar Marzycielkaa16: Tak właśnie myślałam, że chodzi o Lukrecję, że to w niej się zakochał ;D Świetny rozdział, no i cieszę się , że mój wiersz mógł się znaleźć w twoim opowiadaniu :3
  • awatar Pjona bejbe ;3: świetny, świetny , świetny <3 na pewno W niej LEon sie zakochał nie ma to tamto ;d czekam na kolejny ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
*Rozdział XXII –*
*„Odziany smakiem subtelnej czułości”.*



Miejsce z którym łączy mnie tak wiele, miejsce za które uważam – mój dom, nie jest mi znane. Powinnam coś czuć. Chociażby jakiś smutek, żal czy radość. Pomimo tego otacza mnie pustka z którą nie mam siły walczyć. Siadam na szorstkim i zimnym kamieniu. Słońce już zachodzi, dając przy tym niesamowicie piękny widok na niebie. Silny podmuch wiatru otula moją twarz. Wciągam zapach jaśminu i nadal nic nie czuję. Powinnam być w rozpaczy. Moi rodzice zginęli poprzez intrygi inkubów, wywołane zdobyciem mnie. Widziałam ich śmierć, słyszałam krzyk, czułam strach. Dlaczego więc nie płaczę? Nie znałam ich, ale jestem świadoma tego, iż to nie ich wina. Dałabym wszystko, aby ich poznać. Zazdrościłam małym dziewczynką czy chłopcom kochających i nadopiekuńczych rodziców. Nawet kłótnie z rodzicami wydawały się piękne i potrzebne. Ja, nigdy tego nie przeżyłam. Nie wiem co to rodzicielska miłość, a to tylko dlatego, iż mam sny proroczę, a źli chcą to wykorzystać. Pierwszy raz poczułam się cholernie źle. Marzyłam o tym aby zginąć wraz z rodzicami. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Alana, o którym zupełnie zapomniałam:
- Przykro mi, Lukrecjo.
- Oni wszystko niszczą. Moją rodzinę, moje życie, nas, a teraz mnie – dopiero teraz łzy napłynęły do moich oczu.
- Gdyby nie to wszystko, nigdy byśmy się nie poznali – kucnął obok mnie i złapał mnie za dłoń.
- Chciałabym umrzeć. Nie mam dla kogo żyć – rozpłakałam się.
- Żyj dla mnie – wyszeptał.
- Ty jesteś jak sen – ześliznęłam się z kamienia i klęknęłam obok niego. – Obawiam się każdego poranka. Boję się, że jak się obudzę to ty znikniesz, jakbyś w ogóle nie istniał – przeczesałam dłonią jego jasne włosy. – Nie chcę żyć w strachu, iż pewnego dnia znikniesz tak po prostu.
- Moje życie jest wieczne. To ty pewnego dnia odejdziesz.
- Traktujesz mnie poważnie?
- A co wyglądam, jakbym w tej chwili żartował?
- Nie o to pytam. Kim my jesteśmy?
- Parą szczęściarzy – uśmiechnął się, wpatrując przy tym w moje załzawione oczy.
- Nie jestem szczęśliwa.
- Jesteś. W końcu masz mnie – łapiąc mnie za biodra przyciągnął do siebie.
Wątpliwości wyparowały. Znikły szybciej niż się pojawiły. Byliśmy razem. Wiedziałam to, byłam pewna. W głębi serca cieszyłam się, ale moja dusza krwawiła. Przesiąkała cierpieniem ponieważ czułam, iż stracę Alana. Nieświadomie dążyłam do tego, aby był mój. Mając go, wyczekuję rozstania, które nadchodzi wielkimi krokami.
- Wracajmy – wyszeptał.
- Muszę tak wiele zrozumieć – odparłam.
- Natłok wydarzeń cię wymęczył. Koniec myślenia, koniec zamartwiania się. To moja pałeczka przez którą przejdę sam.
- Nie zrzucaj, aż tak wiele na siebie.
- Mi załamanie nerwowe nie grozi – wziął mnie na ręce kierując się do samochodu.
- Czy istnieję dla ciebie jakieś zagrożenie? – przytuliłam się do jego gorącego torsu.
- Nawet sam Samael nie będzie zdołał pokonać mnie, jeżeli chodzi o ochronę ciebie.
- Nie do wiary, że aż tak wiele dla ciebie znaczę.
- A więc uwierz – uśmiechnął się i usadowił mnie na fotelu.
Zapięłam pasy i ruszyliśmy do naszego nowego domu z którego najchętniej bym nie wychodziła. Moi przyjaciele niestety nie pozwolą mi na to. Jutrzejszy dzień zapowiada się naprawdę ciężki. Miałam tyle do przemyśleń, iż nie wiedziałam od czego zacząć.
Ruben. Gaspar. Lilith. Samael. Ruta. Moi rodzice. Alan. Jacek. Moi przyjaciele. Wszyscy przewijali się przez mój umysł. Nie potrafiłam skupić się na jednej osobie chociaż przez chwilę. Czułam jak mój mózg paruję. Miałam ochotę wołać o pomoc. Potrzebowałam odskoczni od tego wszystkiego. Co mogło mi pomóc? Rozmowę z Kamą czy Leonem muszę wykluczyć. Nawet kłótnie z Renatą są niemożliwe. Zaczęłam za nimi tęsknić. Alkohol niestety niemożliwy. Podobno jestem nieźle nafaszerowana antybiotykami. Pozostało mi kuszące towarzystwo z Alanem i obejrzenie jakiegoś filmu. W „naszym” salonie, stało ogromne kino domowe, z którego śmiało mogłam skorzystać. Po niedługiej namowie Alana, na spędzenie wieczoru przed TV, obejrzeliśmy „Intruz” i „LOL”. Oczywiście przy końcówce zasnęłam.


Obudziłam się i od razu poszłam do łazienki. Spoglądając w lustro, zlękłam się swojego odbicia. Byłam spuchnięta praktycznie na całej twarzy. Oczy oraz skroń mnie bolały. Usta spierzchnięte, a włosy suche i nie zadbane. Nie mogłam pokazać się Alanowi w takim stanie. Prędko wskoczyłam do wanny. Leżałam kilka godzin, robiąc sobie zimne okłady na twarz. Ze zmartwieniem zdałam sobie sprawę, iż to nic nie pomoże. Owinięta ręcznikiem wyszłam z łazienki. Stanęłam na korytarzu i próbowałam sobie przypomnieć gdzie znajduję się garderoba. Usłyszałam:
- Poranny prysznic beze mnie? – zaśmiał się.
Opuściłam głowę i zakryłam twarz dłońmi.
- Co ty wyprawiasz? – zapytał się mnie Alan, łapiąc przy tym za moje dłonie.
- Wyglądam przerażająco. Jak jakieś zombie.
Odkrył moją twarz, unosząc do góry moją głowę.
- Nie obrażaj zombie – pocałował mnie delikatnie w usta.
Spojrzałam na niego oczarowana. On ponadto jak zawsze wyglądał pociągająco i olśniewająco. Czarny podkoszulek i czarne spodnie, które ukazywały jego zgrabny tyłek. Pokusa dotknięcia go, była ode mnie silniejsza. Zaśmiał się.
- Poranne igraszki – poruszył brwiami.
Zerwał ze mnie ręcznik.
- Hej! – wykrzyczałam.
Objął mnie swoimi szerokimi ramionami, spoglądając tylko i wyłącznie w moje oczy. Pierwszy raz poczułam coś nieznajomego. Ukłucie w dołku i radość. Zakochałam się. Tak, kochałam demona. Sądziłam, że moje serce będzie bardziej zwlekać, ale jak zawsze płata figle. Nieposłuszne i zaskakujące jak zawsze. Po raz pierwszy pokochałam inaczej, nie przyjacielsko. Pocałowałam go. Chciałam w jakiś sposób okazać to Alanowi lub zarazić go swoim uczuciem. Kontrolowałam swoje emocję, ciało coraz bardziej. Potrafiłam powoli utrzymywać w normie oddech, chociaż pocałunki z nim były dla mnie nie lada wyznaniem. Pomimo tego starałam się. Nie chciałam skończyć na pocałunkach. To oczywiste, iż pragnęłam go w całości. Musiał być w pełni mój, tylko mój. Pierwszy raz zachowuję się tak egoistycznie. Ależ czy nie wszyscy jesteśmy egoistami chcąc mieć przy sobie osobę, którą kochamy?
Migiem znaleźliśmy się w sypialni. Słodycz ogarnęła całe moje ciało. Gorące pocałunki Alana czułam na szyi, a następnie na ramionach. Zdjęłam z niego podkoszulkę, ukazała mi się pięknie zbudowana klatka piersiowa. Powiodłam delikatnie palcem po jego torsie. Chciałam się upewnić, iż on istnieje na prawdę. Swoje pocałunki przeniósł na moje piersi. Splotłam nogami jego biodra, wtapiając się tym samym bardziej w łóżko. Powoli odlatywałam, próbowałam się ogarnąć, ale moje ciało robiło co innego. Powieki robiły się coraz cięższe. Powietrze coraz bardziej zduszone. Ręce, nogi coraz to bezwładne.
Powróciłam do życia gdy Alan odsunął się ode mnie. Stał na końcu korytarza oparty o drzwi. Oddychał ciężko, tak jak ja. Wpatrywałam się w jego oczy. Nawet z takiej odległości zauważyłam jak mu płoną. Wiedziałam ile go kosztuję oderwanie się od takiej pokusy. Nie wiedziałam jednak jak temu zaradzić. Okryłam się kocem. Podchodząc do niego zauważyłam lekki lęk i roztargnienie.
- Jak zawsze przerywasz w najmniej odpowiednim momencie – uśmiechnęłam się przymilnie.
Podeszłam do niego i łapiąc go za pasek od spodni przyciągnęłam do siebie.
- Alan zaczynam się przyzwyczajać. Spróbujmy – posłałam mu błagalne spojrzenie.
- Nie myśl o seksie – odparł stanowczo.
- Nie chcesz mnie?
- Właśnie tak – odsunęłam się od niego.
- Kłamiesz! Jak zawsze kłamiesz!
Nie odpowiedział, założył podkoszulkę i ruszył ku wyjściu.
- Ty cholerny tchórzu! Wracaj! Porozmawiaj ze mną.
Odwrócił się prędko, mówiąc:
- O czym?
- O nas. Istniejemy w ogóle?
- Nie będę kochał się z kimś kto nie myśli racjonalnie. Pomyśl, chociaż przez chwilę pomyśl. Nie zachowuj się bezmyślnie i dziecinnie. Jesteś już dorosła, a zachowujesz się… - przerwałam mu.
- Tak, wiem! Jak głupia nastolatka. W dodatku nie jestem prawdziwą kobietą. Masz racje, przecież jestem 19-letnią dziewicą, która chcę się oddać facetowi, którego kocha! – wykrzyczałam mu prosto w twarz.
Osłupiał, a ja żałowałam, iż nie ugryzłam się w język. Po jego kolejnym odtrąceniu nie chciałam, aby się o tym dowiedział. Nie zwracając na niego uwagi, zaczęłam otwierać po kolei drzwi, szukając garderoby. Odnajdując, wbiegłam prędko i założyłam pierwszy lepszy T-shirt oraz jeansy. Założyłam trampki i ruszyłam ku wyjściu.
- Co robisz? – złapał mnie za dłoń.
- Wracam do domu.
- Tu jest twój dom.
- To jest twój dom. Do zobaczenia – sięgnęłam po klamkę i uchyliłam drzwi.
Nim zdążyłam się prześlizgnąć z trzaskiem je zamknął.
- Tutaj jesteś bezpieczna.
- Przy tobie na pewno nie – próbowałam odepchnąć go od drzwi, ale był zawzięty.
- Lukrecja – powiedział czule. – Naprawdę mnie kochasz?
- Nie, kłamałam. Wypuść mnie – rzuciłam mu złowrogie spojrzenie.
- Odwiozę cię – negocjował.
- Dobrze – uległam.

---
Ostatnio nie mam czasu, więc dodaję tylko rozdział. Obiecuję, że wpadnę do was i odwiedzę wasze wspaniałe blogi jak będę miała więcej czasu .
Przepraszam i zachęcam do wyrażania opinii na temat mojego "opowiadania".


  • awatar Marzycielkaa16: Ojjeeej tyle tutaj tej miłości, tylko szkoda, że znowu kończy się kłótnią ;c Ale świetnie prowadzisz to wszystko, wiesz co pisać i nie braknie ci pomysłów na coraz to nowsze rzeczy, na prawdę masz talent do pisania i jestem przekonana, że kiedyś wydasz niejedną książkę ;D
  • awatar transfuzjon: Lukrecja ma fajny charakter. Podobny do Klary. Mimo wszystko mi najbardziej podobało się "spotkajmy się jeszcze raz". Rusz ten tyłek i wydaj książkę z tego. Będę pierwsza w księgarni. Ale to też jest nieziemskie < 3
  • awatar No cry...: Wow, jak ty to robisz piszesz tak pięknie iw dodatku zawsze znajdziesz czas aby dodać odrobinę swojej twórczości. Podziwiam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział takii byle jaki .. więc wybaczcie. : *
--

*Rozdział XXI –*
*„Głaszcze przeszłość”.*


- Pomógł nam mój przyjaciel.
- Inkub? – zapytałam Alana.
Siedzieliśmy w salonie, na jasnej, okrytej skórą sofie. Przytulne pomieszczenie wypełniały promienie słońca, wkradające się przez duże balkonowe okno i drzwi.
- Gaspar, jest aniołem.
- Ciemności?
- Światła.
- Masz układy z aniołami światła? – zaśmiałam się.
- Pomagam śmiertelniczce. Jestem już naznaczony jako – dobry.
- Sprzeciwiasz się Samaelowi, wszystkim inkubom, sukkubom i całej otchłani zła, aby być przez chwilę dobrym?
- Nie zrobię czegoś, czego będę później żałował.
- Co jeśli będziesz żałował, iż mi pomogłeś?
- Nigdy – odparł stanowczo.
- Jak nas odnalazł ten inkub?
- Ruben – wypowiedział jego imię. – Ma nadprzyrodzone umiejętności. Pamiętasz powrót z imprezy i mój silny ból?
- Tak.
- To on. Zaatakował, ale nie spodziewał się takiej obrony z twojej strony. Wątpię, aby Samael, rozkazał mu pojęcia cię w tak drastyczny sposób. Robił to na własną rękę. Nie cierpi, gdy ktoś krzyżuje jego plany.
- Czyli ponownie się pojawi? – zlękłam się.
- Nie prędko. Jestem pewien, że nawet droga Lilith, nie popuści mu takiego wybryku.
- Lilith?
- Nasza podopieczna, zwana „matką”. Pierwsza kobieta biblijnego Adama.
- Przecież to Ewa była pierwszą kobietą.
- Tak uważa biblia. Realia są zupełnie inne.
- Twierdzisz, że biblia kłamie?
- Sądzę, że zatajono pewne fakty.
Przewróciłam oczami.
- Irytujesz mnie – odparłam.
- Ty ponadto mnie podniecasz.
Złożył na moich ustach z zaskoczenia, pocałunek.
Przerwałam natychmiast, mówiąc:
- Przecież to tylko ja jaram się przy tobie – zaśmiał się.
- Działasz tak emocjonalnie na mnie, iż trudno trzymać przy sobie ręce. Chciałbym cię dotykać i całować ciągle. Zaczynam podejrzewać, że nie jesteś zwykłą śmiertelniczką.
- Bo nie jestem, w końcu poluję na mnie cała armia inkubów i sukkubów. A jeden z kambionów, ryzykuję przy tym życie.
- Warto – położył się na sofie i delikatnie przyciągnął mnie do siebie.
Opadłam bezwładnie na jego gorąco ciało, opierając głowę o jego tors. Mój oddech robił się coraz cięższy. Było mi duszno, czułam się tak jakbym znajdowała się w pomieszczeniu powyżej 40 stopni C.
- Kłamałeś?
- Tak – odpowiedział, jakby czytał mi w myślach. – Sądziłem, że odrzucenie to odpowiedni krok. Nie spodziewałem się, iż będziesz całować się z własnym kumplem i umówisz się na kolację z inkubem, tylko dlatego abym poczuł się zazdrosny. Wspominałem ci, romans z kambionem to nie wyjście z twojej beznadziejnej sytuacji. To pogorszenie twojej obecnej sytuacji. Moja bliskość, może cię zabić – zamknęłam oczy, znów pojawiła się ciemność. – Nienawidzę siebie za to kim jestem, co robię. Czasami pokusa, dotknięcia cię czy przytulenia jest tak silna, iż nie potrafię sobie odmówić, a to cię wyniszcza. Tak jak teraz – podniósł się prędko.
Otworzyłam oczy, próbując ponownie unormować oddech. Poczułam lekkie ulżenie, jakie nastąpiło, gdy Alan się odsunął. Spojrzałam na niego.
- Nic mi przecież nie jest – wyszeptałam.
- Tracisz przytomność – odparł.
Wstałam i podeszłam do niego.
- To nie śmierć – uśmiechnęłam się.
Uniosłam się na palcach i pocałował go. Wiedziałam, że jestem osłabiona, wiedziałam, że pocałunek będzie trwał krócej niż zwykle. Czułam się jak jakaś zabawka na baterię. Każdy bliski kontakt z Alanem, sprawiał, że czułam się coraz bardziej rozładowana, bez sił. Jeden dzień odpoczynku od niego to jak wymienienie baterii na nową. Nabierałam sił. Teraz mi jej brakowało. Jego gorąco, pokusa, pożądanie, wysiąkało ze mnie życie.
Ocknęłam się po kilku minutach, leżąc sama na ogromnym łóżku w sypialni. Alan siedział na fotelu z ponurą miną, przyglądając mi się.
- Jesteś zły? – uniosłam się na łokciach, patrząc wprost w jego ciemne oczy.
Odpowiedziało mi milczenie z jego strony.
- Powracasz do tego Alana, którym byłeś na początku naszej znajomości?
- Nie.
Usiadłam po turecku.
- Chodź do mnie – wyciągnęłam do niego rękę.
Nie skorzystał.
- Wrócę za pół godziny – pośpiesznie wstał i wyszedł z sypialni.
- Alan! – krzyknęłam w momencie gdy trzasnęły drzwi.
Położyłam się na łóżku i kręcąc się, próbowałam zasnąć. Na marne moje starania. Wstałam i chodząc po mieszkaniu, poznawałam kolejne pomieszczenia. Nie zdążyłam obejrzeć dokładnie wszystkich pokoi, gdy wrócił Alan.
- Lukrecja, twój sen w szpitalu, pamiętasz?
- Tak.
- Lepiej usiądź – rozkazał mi.
- Co się stało?
- Małżeństwo z pożaru to twoi rodzice.
- Słucham? – stałam osłupiała.
Słowa Alana, obijały mi się o uszy. Mój mózg nie dawał możliwości zrozumienia tych słów. Pożar, małżeństwo, rodzice, sen. Ciągle miałam w umyśle te słowa. Lekko znajome, ale dopadający mnie szok, sprawił, iż przeobraziły się w nieznajome. Nie wiedziałam o czym do nie mówi Alan. Jaki sen? Jaki pożar? Jacy moi rodzice? Co to miało znaczyć?
Wydobyłam z siebie przerażający skowyt. Alan, zbliżył się, próbował mnie przytulić, ale prędko zrobiłam krok do tyłu. Traktowałam go jako intruza. W tym momencie myślałam tylko o tym, iż on kłamie, jest zakłamany. Musiało minąć kilka godzin, zanim powróciłam do siebie w pełni spokojna i opanowana.
Analizując wszystko, zorientowałam się, że byłam naznaczona od poczęcia. Inkubi uknuli śmierć moich rodziców, abym przez resztę życia była sama. Któż zainteresuję się nastoletnią sierotą, jakby zniknęła? Moje dary, pokrzyżowały ich plany. Alan, mój prześladowca, uniemożliwił im zdobycia mnie. Od kilku lat, wszystko szło niezgodnie z ich przewidywaniami.
A więc nie do końca byłam pechowa. Miałam odrobinę szczęścia. Jak to mówią, więcej szczęścia niż rozumu.
- Zabierz mnie do mojego domu – wyszeptałam do Alana.
Pokiwał głową.


----------
Czekam na szczere opinie z waszej strony
Iii jak widzicie, zgadliście. To rodzice Lukrecji, zapewne nikt nie był tym zaskoczony, a no trudno .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 


Z ogromną przyjemnością polecę wam kolejną książkę, która być może nie jest światowym bestsellerem, ale zauroczyła mnie. Ma coś w sobie.
"Gwiazda anioła" JENNIFER MURGIA.

Moja opinia z http://lubimyczytac.pl/ :
Żyjesz z dnia na dzień, bez większych problemów, aż tu nagle dowiadujesz się, że to od ciebie zależy cała przyszłość ludzkości.
To ty, musisz stanąć do walki o dobro z samym aniołem ciemności - niejakim Hadrianem, bratem Lucyfera.
Jakbyś zareagował?

Tea, bała się. Całe brzemię spoczywające w jej rękach, przerosło ją.
Jedynym jej wsparciem i nadzieją na lepsze jutro, był jej anioł stróż - Garreth.
Garreth dla Teagan był gotów zrobić wszystko. Jako jedyny z ogromnej grupy Strażników pokochał istotę ludzką. Dla niej był gotów stać się człowiekiem.
Niepowtarzalna więź pomiędzy nastolatką, a aniołem.

Książka lekka, wciągająca i wywołująca niesamowite emocje.
Gdy byłam zmuszona odłożyć ją choć na chwilę nie mogłam się doczekać kiedy znów po nią sięgnę.
Na początku odczułam naprawdę coś niepowtarzalnego. P. Jennifer Murgia sprawiła, że dogłębne odczucia i myśli odczuwałam zupełnie tak samo jak bohaterka. Czasami czułam się tak jakbym to ja była główną bohaterką. Emocje, których nie potrafię opisać słowami.

Szczególnie polecam fanom całego cyklu "Szeptem".



Z chęcią podzielę się z wami kilkoma fragmentami z książki *Jennifer Murgia* :

* „Ciepłymi dłońmi dotknął mojej twarzy, wodził po niej palcami, jak gdyby starał się na zawsze zapamiętać moje rysy.”

* „Powiodłam wzrokiem wzdłuż linii jego idealnego profilu, po gładkiej skórze szyi, gdzie zapierający dech w piesi zapach kadzidła był najsilniejszy, wzdłuż ramienia do luźno podwiniętego rękawa przy nadgarstku, aż do mocnej, ale delikatnej dłoni.
- Co robisz? - Roześmiał się.
- Zapamiętuję cię.”


* „Delikatnie ścisnął moją dłoń. W zasadzie trzymał ją całe popołudnie. Bałam się, że moje palce doznają szoku, kiedy go zabraknie.”

* „- Jeszcze nikt nigdy się za mnie nie modlił. - Wyciągnęłam do niego ręce, a on usiadł obok mnie. - Zawsze słyszałem twoje modlitwy. Modliłaś się żebym przyszedł, kiedy miałaś zły sen. Słyszałem nawet, jak modlisz się o doskonałego, bezinteresownego, superwspaniałego chłopaka, w którym mogłabyś się zakochać. Ale nigdy nie słyszałem, żebyś się modliła za mnie.”



* „Kiedy jego wargi dotknęły mojej skóry, poczuła, że łączy mnie z nim o wiele więcej, niż sądziłam.”
  • awatar Tranquility.: um, pewnie się skuszę, lubię książki o Aniołach <3 Szeptem czytałam wszystkie części, zajedwabista<3
  • awatar Czym jest życie i prawdziwa miłość ∞: hmm.. wydaje sie ciekawa, cudowne cytaty ale niestety nie ma czasu na czytanie książek może w wakacje wypożyczę ^^ PS. Świetny ten nowy avatar ;)
  • awatar Marzycielkaa16: oo następna książka w kolejce do czytania ;D Ciekawa się wydaje ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Odrobina milutkiego klimatu jeszcze nikomu nie zaszkodzi .
Dziś bez konkretnych wrażeń, ale macie .

Chciałabym wszystkich czytelników zaprosić do tego cudownego bloga:
http://kiniuaa.pinger.pl/ . Dziewczyna piszę wspaniałe opowiadanie potrzebuję tylko wsparcia . Zachęcam do odwiedzania.

Maała, jesteś naj najlepsza ! *Uwielbiam cię* <33

*Rozdział XX -*
*„Rankiem dusza twa krwawi”.*



Wciągnęłam w swe płuca zapach dymu, który unosił się w powietrzu. Zakasłałam. Otworzyłam oczy. Wokół mnie było szaro i ciemno, ale ciepło. Rozejrzałam się. Ściany płonęły. Budynek się palił. Rosła panika w głąb mnie, ale stałam. Nie mogłam zrobić ani kroku. W pomieszczeniu rozległ się płacz dziecka. Wytężyłam wzrok i ujrzałam jakąś postać. Mężczyzna niósł dziecko na rękach. Biegł przed siebie, w sumie to wprost na mnie. Przebiegł przeze mnie jakbym była jakimś duchem. Obejrzałam się i ku zdziwieniu, moje nogi ruszyły za mężczyzną, który wydawał mi się znajomy. Wybiegł na dwór. Posadził dziecko w foteliku. Pocałował je w czoło i z zapewnieniem jak je kocha, wbiegł ponownie do środka. Czułam się tak, jakbym oglądała jakiś film. W dodatku w 3D, wszystko było takie realne, tylko ja nie. Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, iż nie ujrzę więcej razy tego mężczyzny. Ogień objął cały budynek, a następnie z ogromnym hukiem zawalił się. Słyszałam pisk, kobiety. Byłam bezradna, stałam i patrzyłam na toczącą się tragedię. Odwróciłam się gdzie leżało dziecko. Przyjrzałam się i zorientowałam się, że to dziewczynka. Odwróciłam się, ale budynek znikł, natomiast zauważyłam znany mi widok. Ogród bez życia i wypalona doszczętnie ziemia, która nie miała nigdy już szans na ponowne odrodzenie się. Słodki zapach jaśminu otulał moją twarz. Zamknęłam z przyjemności oczy. Usłyszałam:
- Witaj, Lukrecjo – odwróciłam się.
Te słowa nie były skierowane do mnie. Mężczyzna, a właściwie demon, którego już widziałam w swoich snach, był pochylony nad dzieckiem. Nie zauważył mojej obecności. Z lękiem na twarzy, powróciłam do swoje świata.
Przerażający ból głowy i nosa sprawił, iż odechciewało mi się żyć. Otworzyłam z ogromnym wysiłkiem oczy i ujrzałam jasne ściany. Przewróciłam oczami, mówiąc:
- Tylko nie szpital.
- Zabiorę cię stąd – odparł Alan.
Spojrzałam w jego stronę. Wygląd zupełnie normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Wyciągnęłam do niego dłoń. Podszedł do mnie i usiadł na brzegu łóżka. Jego usta poczułam na zaczerwienionej dłoni. Wybryk z demonem, pozostanie moją pamiątką przez dłuższy czas.
- Co tutaj robię?
- Masz złamany nos, stłuczenia i podrapania. Załatwiłem ci zwolnienie lekarskie, więc nie musisz się martwić pracą.
- Alan, nie o to pytam. Jak się tutaj znalazłam? Co się stało z tym inkubem?
- Cii – dotknął palcem moich ust. – Nie jesteśmy tutaj sami. Później wszystko ci wyjaśnię.
- A kto tu jest?
Nie zdążył odpowiedzieć, gdy do Sali weszli moi przyjaciele. Kama, Leon, Daniel, Kinga, Renata i nawet Matylda. Wiedziałam, że długo nie może być na mnie zła. Ujęłam każdego z nich spojrzenie i uśmiechnęłam się. To oni byli teraz moją rodziną. Prawdziwą rodziną, którą kocham i której potrzebuję. Kama, przytuliła mnie, strasznie mocno.
- Kochanie, ależ nas nastraszyłaś – syknęłam z bólu.
- Ostrożniej – Alan odepchnął Kamę ode mnie, ona natomiast posłała mu złowrogie spojrzenie.
- To ty mogłeś być bardziej ostrożny – naskoczyła na niego.
- O czym ty mówisz? – zapytałam zbłąkana.
- Nie pamiętasz jak pozwolił ci kierować samochodem?
- Ja kierowałam samochodem?
- Byłaś tak pijana, że nie pamiętasz – rzuciła Renata.
- A ty się nie wtrącaj, gówniarzu – odparłam oschle.
- Ja bynajmniej nie jeżdżę po pijanemu i nie powoduję kolizji. Kama – zwróciła się do mojej przyjaciółki – nie wiem po co mnie namówiłaś na tą wizytę. Powolnego powrotu do zdrowia – wyszła trzaskając drzwiami.
Odgłos był tak głośny, iż poczułam ból. Złapałam się za głowę. W jednej chwili lekki uśmiech, znikł z mojej twarzy. Obecnie miałam ochotę, aby wszyscy stąd znikli. Chciałabym odpocząć od tego męczącego życia. Ciągle aby kłopoty, cholerne sny, kłótnie i nieporozumienia. Najchętniej wykrzyczałabym, aby wynosili się stąd i nie wracali. Na szczęście opamiętałam swoje emocję.
- Lukrecja potrzebuję odpoczynku – powiedział rozsądnie Leon, który jak zawsze rozumiał mnie bez słów. Pocałował mnie w czoło – zobaczymy się jutro – uśmiechnęłam się.
- Do zobaczenia.
- Trzymaj się – rzucił Daniel i Matylda, wychodząc z Sali.
- Kama, idziesz? – zapytał się jej Leon.
- Wracaj do domu. Muszę odpoczywać, a plotki z tobą czasami są męczące, więc nawet nie będę miała na to siły – uśmiechnęłam się sztucznie i posłałam jej przemiłe spojrzenie.
- Zdrowiej, Skarbie – pocałowała mnie w policzek i wraz z Leonem znikli za drzwiami.
- Ja mogłabym zostać z tobą dłużej, ale tak wiem, potrzebujesz odpoczynku. Znając jednak ciebie, nie będziesz odpoczywać. Leniuchowanie to nie w twoim stylu.
- Kinga, ty jedyna znasz mnie tak doskonale.
- To się nazywa prawdziwa przyjaźń.
- Kocham cię – powiedziałam do niej, pocałowała mnie w policzek.
- Wpadnę pojutrze. Jutro będziesz miała po pęczki gości.
- Jak zawsze, masz rację.
- Trzymajcie się. Miło było mi cię poznać, Alanie – podała mu dłoń i wyszła.
Jako jedyna pożegnała się z Alanem. Kocham ją, coraz bardziej. Zaskakuję mnie.
Spojrzałam wyczekująco na Alana.
- Nie będziemy tutaj rozmawiać – podszedł do mnie i zaczął odpinać koszulę nocną, która była podwójnie większa ode mnie.
- Co ty wyprawiasz?
- Zabieram cię stąd – przerwał czynność. – Chyba, że wolisz pozostać w szpitalu?
- Nie – zdjęłam koszulę. – Ale gdzie mnie zabierzesz?
- Do domu – odparł i podarował mi swoją bluzę, która przesiąknięta była jego zapachem, czyli aromatycznym i kuszącym imbirem.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Zauważą nas – pokręcił przecząco głową i z uśmiechem na twarzy, wziął mnie na ręce.
Odtworzył okno, a ja spojrzałam w dół.
- Żartujesz?
- To tylko piąte piętro – zaśmiał się i skoczył w dół.
Pisnęłam i przyległam bardziej do jego gorącego ciała, mając nadzieję, że w pełni zapewni mi bezpieczeństwo. Jakże mogłam w to zwątpić? Tylko przy Alanie mogłam czuć się bezpiecznie.

Raptem po 30 minutach, znajdowaliśmy się w nieznanym mi miejscu. Piękne osiedle, pełne spokoju i ciszy. Domy równorzędne, podobne do siebie. Alan szedł pewnym krokiem, a ja podążałam za nim. Na trzecim piętrze, zatrzymał się przy ciemnych drzwiach i jednym przekręceniem kluczyka, otworzył drzwi. Zaprosił mnie do środka, wciąż uśmiechając się. Chętnie wskoczyłam i zaparło mi dech w piersiach. Trzask zamykanych drzwi, wystraszył mnie do tego stopnia, iż podskoczyłam. Alan objął mnie od tyłu.
- Gdzie my jesteśmy? – ledwo co wypowiedziałam słowa.
- W mieszkaniu. Naszym – pocałował mnie w kark.
Odwróciłam się do niego.
- Przecież ja mam mieszkanie, a o ile pamiętam, twoje mieszkanie znajdowało się gdzieś indziej.
- Pomyślałem – rozpuścił moje włosy, które jak zawsze były związane – że należy ci się zasłużony odpoczynek – musnął delikatnie moje usta swoimi. Oblizałam jego smak, który pozostawił na moich wargach. Byłam jego tak spragniona jak uschnięty kwiat wody. – Wspólne mieszkanie to odpowiedni krok – wyszeptał, zmuszając mnie tym samym do postawienia kroku do tyłu – abyśmy się zbliżyli bardziej do siebie i byli bezpieczni. Wiesz, że nawzajem siebie chronimy.
Nie zwracałam uwagi na to co mówi, tylko na to co robi. Każdy jego jeden ruch, odczuwałam dogłębnie. Serce trzepotało z taką prędkością, iż zaczęłam się obawiać tego, że umrę na zawał. Byłam tylko w samej bieliźnie. Zrobił to tak pośpiesznie, iż się nie zorientowałam. Rozebranie jego samego, zeszło by mi 3 minuty, a nie jak jemu, kilka sekund. Uniosłam jego czarny T-shirt do góry, ale Alan, uniemożliwił mi dalszych postępowań. Zastygłam w bezruchu. Nie czułam się komfortowo będąc przy nim w samej bieliźnie, podczas gdy on był w ubraniu. Wziął mnie na ręce i ruszył długim, jasnym korytarzem, który wydawał mi się nieskończenie długi. Na szczęście zatrzymaliśmy się przy jasnych drzwiach, które uchylił. Zaniemówiłam.
Moim oczom, ukazała się łazienka, przypominająca raczej spa. Piękne, błyszczące kafelki o kolorze morskim. Ogromna biała wanna, wypełniona po brzegi, wodą z milionami bąbelków na wierzchu. Kabina prysznicowa z hydromasażem. Toaleta oraz umywalka, a powyżej lustro na pół ściany. Mały szafirowy dywanik, ułożony tuż obok wanny. Lekkie, słabe światło i świeczki wywoływały romantyczny klimat. Nim się obejrzałam, a leżałam już w wannie.
- Relaksująca kąpiel – zanurzył swoją dłoń w wodzie, wodząc po moich szczupłych i krzywych nogach.
Miałam ochotę wciągnąć go do tej krainy przyjemności, którą była wanna wypełniona gorącą wodą. Powstrzymał mnie, mówiąc:
- Tym razem beze mnie – zatrzymał się przy drzwiach.
- Odmawiasz mi? – zrobiłam smutną minę.
- To dla twojego dobra – zaśmiał się i pośpiesznie znikł z moich oczu.
Uśmiechnęłam się i zamykając oczy, nie myślałam o całym złym świecie, jakie mnie otacza. Nawet ból głowy i nosa zatrzymał się na chwilę. Dla takich chwili watro żyć.
Po kąpieli, spojrzałam w lustro. Ujrzałam dziewczynę z przeciętną urodą. W dodatku z połamanym nosem i zaczerwionymi oczami. Odwróciłam się i spojrzałam ukradkiem na swoje tylne obliczę. Na nogach, dłoniach i plecach miałam zadrapania. Jak na zawołanie przypomniałam sobie o całym zdarzeniu na parkingu. Ból głowy tak się nasilił, iż skuliłam się i znów poczułam każdy jeden ból. Ciągniecie po szorstkim betonie było tak przerażająco dotkliwe i bolące, iż objęłam się dłońmi i wbijał swoje paznokcie w ramiona. Czym bardziej próbowałam wymazać z pamięci tamto zdarzenie, powracało do mnie z potrojoną wyrazistością. Nawet krzyk Alana, wydawał się realny i nadal łamiący serce. Rozpłakałam się. Gorące ramiona Alana, utuliły mnie. Nie rozumiałam swoje zachowania, czyżby dopadało mnie załamanie nerwowe? Bałam się, iż inkubi dążą do tego, abym doszczętnie zwariowała. Nie byłam im potrzebna zdrowa na umyślę. Ode mnie potrzebowali tylko kambiona, który prawdopodobnie odziedziczy po mnie moce. Wtedy zdałam sobie sprawę, iż nie zapytałam o jedno Alana – dlaczego tak za wszelką cenę pragną kambiona z moimi mocami?

Rozbudził mnie silny zapach, w dodatku spalenizny. Zerwałam się z łóżka jak poparzona. Założyłam leżącą na fotelu, bluzę Alana. Rozejrzałam się po pokoju, który prawdopodobnie był sypialnią. Przypominał sypialnie. Kolory zlewały się między sobą. Szary, jasnobrązowy, popielaty i beżowy. Łóżko było niesamowitej wielkości z wieloma kolorowymi poduszkami. Czarujące oświetlenie i aranżacja wnętrza. Stałam kilka minut, przypatrując się sypialni, która w tej chwili należała do mnie.
Po ocknięciu się, wyszłam z pokoju na długi korytarz. Nie wiedziałam gdzie mam iść. Czułam, że to mieszkanie jest tak wielkie, iż na pewno się w nim zgubię. Wciągnęłam w płuca, zapach, który wymieszany był z przypaloną mięsem, świeżym koperkiem, ziemniaczkami i co najważniejsze imbirem. Nogi same poniosły mnie do kuchni. Zatrzymałam się przy wejściu. Alan, krzątał się po kuchni.
- Co robisz? – zapytałam, opierając się o futrynę, z uwagą śledząc każdy jeden jego ruch.
- Uczę się – uśmiechnął się.
Podeszłam do niego i objęłam go od tyłu.
- Uczysz się gotować, specjalnie dla mnie? – uśmiechnęłam się.
- Już od dawna zamierzałem się nauczyć.
- Ja ponadto od zawsze uważam, że faceci nie potrafią gotować. Daj – zabrałam mu nóż, którym kroił warzywa na sałatkę. – Jeszcze zrobisz sobie krzywdę – zaśmiałam się.
- Ależ opiekuńcza jesteś – uśmiechnął się. – Pozwolisz, że poobserwuję – usiadł obok blatu.
Przyglądał mi się z ogromną uwagą, nie byłam w stanie skoncentrować się na tyle, aby nie zrobić sobie krzywdy lub czegoś nie popsuć.
- Cholera – wyszeptałam, przykładając sobie do ust palca, skaleczonego.
Śmiech Alana rozległ się po całym pomieszczeniu.
- Ależ śmieszne – rzuciłam sfrustrowana.
- Nigdy nie lekceważ moich starań.
- Doceniam twoje starania, ale… - przerwał mi.
- Żadnych ale – popchnął mnie do jadalni. – Tam jest twoje miejsce.
Tak jak przypuszczałam, pieczone ziemniaczki z koperkiem, golonką, spieczoną oraz sałatką. Nie mogłam narzekać, przecież moje pierwsze dania wyglądały identycznie. A nawet gorzej. Nie mogłam się równać z Alanem, on był demonem, a ja, tylko człowiekiem.
  • awatar Little stars♥: Jenyyy, cóż za talent!!! Świetny wpis, pochłaniam te rozdziały, jak jakieś jedzenie przepyszne jedzenie. Najpyszniejsze. piszesz tak mega, że po prostu, nie ma takich słów, które by to umiały określić *.*
  • awatar Marzycielkaa16: jejku jejku wszystko jest takie idealne i ALAN <3 A ten pomysł z obrazkami pomięzy tekstem świetny, wszystko jest takie wyraziste ;D
  • awatar Czym jest życie i prawdziwa miłość ∞: Nie było mnie 2 dni a tyle się wydarzyło ohh.. przeraziłam się jak inkub pobił Lukrecje naprawdę myślałam że ją porwie.. Wydaje mi się że sen dotyczył jej życia i tego jak zginęli jej rodzice, ale mogę sie mylić ;) No kocham to *.* i czekam aż w końcu Alan powie co się wydarzyło gdy Lukrecja straciła przytomność ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
http://pszychopatka98.pinger.pl/ - Skarbie dzięki . Za poświęcenie czasu na czytanie moich wypocin oraz iż mnie tak zmotywowałaś. Przyznam się, że dziś miałam nie dodawać kolejnego rozdziału, a tuu jednak, skusiłam się. Dzięki tobie : * innym cudownym czytelnikom również.

Reszcie także *bardzo dziękuję* .!
Ostatnio nie zwróciłam wam uwagi, a więc teraz to zrobię. Chodzi mi o nauczyciela ekonomiki. Zauważyłam, że wiele osób pisze - Jack, to nie jest Jack tylko *Jacek*. Normalne polskie imię. A więc to tyle .. aaa, miłego czytania.

---
*Rozdział XIX –*
*„Ciszę krzykiem rozdzierasz”.*



Jadąc wraz z Alanem do baru, gdzie byliśmy umówieni z Kamą i Leonem, czułam niesamowitą ekscytację i radość. Będę miała przy sobie osoby, które naprawdę kocham, które zastępują mi rodzinę.
- Sądzisz, że to dobry pomysł? – zapytał mnie nagle Alan.
- Spotkanie?
- Nie. To że chcesz połączyć Leona z Kamą.
- Tak – uśmiechnęłam się. – Oni są dla siebie stworzeni.
- Nie zapominaj o uczuciach Leona – odparł ostrzegawczo.
- Leon ma swój rozum. Przecież nie zwiąże się z Kamą z przymusu.
- Nie bądź taka pewna.
- Niby dlaczego miałby to zrobić?
- Ponieważ kocha ciebie.
- Nie chcę go do niczego zmuszać.
- W takim razie nie wtrącaj się – złapał mnie za dłoń. – Pozwól im żyć własnym życiem.
- Chcę aby Kama cię zaakceptowała.
Nie odpowiedział, ale za to zaśmiał się.

Hucząca muzyka, która rozbrzmiewała we wszystkich pomieszczeniach, była tak relaksująca, iż nie można było wyczuć pomiędzy nami napięcia. Leon, jak obiecał, zajechał po Kamę i przyjechali razem w umówione miejsce. Siedząc wraz z nimi przy jednym ze stolików, wyobrażałam sobie jakie dwie, szczęśliwe i kochające pary tworzylibyśmy. Czyżby moje wyobrażenia mogłyby się przeobrazić w rzeczywistość? Miałam się nie wtrącać, ale patrząc na nich czułam, iż ich los leży w moich rękach. Tak samo jak mój w Alana.
- Może napijecie się czegoś, dziewczęta? – wokół nas rozbrzmiał cudowny głos Alana.
- Ja poproszę coca-colę.
- Dla mnie kamikaze – puściłam do niego oko.
- Kama, impreza bez alkoholu? – spojrzał na nią wyczekująco i błagalnie.
Złapałam go za ramie, mówiąc:
- To abstynentka. Nie weźmiesz ją na litość – zaśmiała się z niej.
Na jej ustach pojawił się dzióbek i rozbawione spojrzenie, którym nas obdarowała.
- Zaskocz mnie – wykrzyczała, przekrzykując muzykę.
Alan wraz z Leonem, ruszyli do baru. Przysunęłam się bliżej do Kamy.
- Aż emanujesz radością – szturchnęłam ją łokciem. – Przyznaj się. Chcę to w końcu od ciebie usłyszeć.
- Ale co? – zapytała z ogromnym zdziwieniem.
- Wyznaj mi swoje uczucia do Leona.
- Traktuję go jako dobrego kumpla. Nic więcej, mała.
- Widzę jak na niego spoglądasz, jaka jesteś spięta w jego towarzystwie. Za każde jedno spojrzenie skierowanie przez niego na ciebie, dziękujesz mu czarującym i uwodzicielskim uśmiechem.
- To jest silniejsze ode mnie – powiedziała spanikowana. Utuliłam ją. – Gnębi mnie od dawna. Gdybym miała taki bliski kontakt z nim, tak jak ty masz, byłabym wniebowzięta. Niestety nie mam u niego szans, on jest zakochany w tobie.
- Mylisz się, Skarbie – rzuciłam z pełnym uśmieszkiem na twarzy. – On być może jest zakochany w tobie. Mówił jak ty, że nie ma szans. Wierzę, że jesteście ku sobie.
- Nie jesteś pewna.
- Upewnię się. A teraz nie zamulaj tylko uśmiechnij się i nie bądź taka oschła dla Alana.
- Zaczyna mi się podobać – uniosła brwi i zaśmiała się.
Pogroziłam jej palcem:
- Nie zakochuj się i w nim.
- Dla niego jestem kompletnie niedostępna. Nie widzi poza tobą świata. Chyba nie jestem takim pieprzonym cynikiem jak myślałam.
Obie się zaśmiałyśmy, gdy w tym samym czasie przybyli do nas obaj, Alan z Leonem.
- Coś nas ominęło? – zapytał się Leon.
Jak na zawołanie pokręciłyśmy obje głowami.
Impreza minęła rewelacyjnie. Chciałabym co wieczór spędzać tak czas. Wraz z Alanem tworzyliśmy szczęśliwą parę, w dodatku nie rozłączając się ani na krok. Imponował mi swoją sympatią jaką obdarzał Leona, ale i Kamę, oraz gdy tańczyliśmy. Był perfekcyjny we wszystkim, poruszał się z taką gracją, iż dziewczyny dookoła wpijały wzrok w jego pośladki czy czarujący uśmiech. Zapewne nie jedna marzyła, aby zamienić się w tej ze mną miejscami. Nie raz czułam ukłucie zazdrości, ale wyczuwający to Alan, sprawiał wrażenie ignorowania wszystkich dookoła. Wpatrywał się w moje piwne oczy z takim pożądaniem, iż nie raz czułam jakbym miała za chwilę rozpuścić się na parkiecie. Alkohol i gorący dotyk Alana, robił swoje. Nie chciałam stracić przytomności, dlatego czym prędzej zaciągnęłam go na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
Noc była chłodna, w końcu zbliżała się jesień. Lubię tą porę roku. W sumie żadna mi nie zawadza. Nawet mroźna zima, była w jakiś sposób piękna i potrzebna.
Wtuliłam się w gorące ramiona Alana, czując spokój i bezpieczeństwo.
- Alan – wyszeptałam.
Zatopił swoją dłoń w moich brązowych włosach, całując przy tym w szyję. Oddech mi się zatrzymał. Spojrzałam w jego węgliście czarne oczy i delikatnie uniosłam się ku górze, aby dotrzeć do jego ust. Odsunął się i powiódł kciukiem po moich wiotkich ustach.
- Nie chcesz stracić przytomności – to nie było pytanie, brzmiało raczej jak stwierdzenie.
- W takim razie nie kuś mnie – zaczerwieniłam się.
- Wiem, że nie chciałabyś tego – uśmiechnął się.
- Przyznaj się w końcu, że potrafisz czytać w myślach.
Pokręcił przecząco głową.
- Na każde jedno moje spojrzenie – ujęłam jego wzrok – na każdy jeden mój dotyk – dotknął mnie w ramie – na każdy jeden mój pocałunek – musnął ustami moje palące policzki – reagujesz emocjonalnie. Czuję ten powiew podniecenia.
- Nie chcesz w jakiś sposób tego wykorzystać? – uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie bój się, nie zaciągnę cię do łóżka.
- Skąd wiesz, że się tego boję?
- Ty musisz uciekać przed takimi wyczynami, a nie do nich lgnąć – pocałował mnie w czoło.
- Przecież nie jesteś inkubem.
- Jestem demonem – wyszeptał i opuszkami palców przejechał po moim ramieniu.
Przeszedł mnie dreszcz, wiatr się nasilił, a ja poczułam chłód. Przyległam bardziej do Alana.
- Powinniśmy się już zbierać – rzucił.
- Szykujesz coś dla mnie? – spojrzałam na niego badawczo.
- Gorącą kąpiel i relaksujący masaż – zaśmiał się.
- Liczyłam na więcej – posłałam mu łobuzerski uśmiech.
- Po negocjujemy – wręczył mi kluczyki. – Idź do samochodu. Wrócę po nasze rzeczy i poinformuję twoich przyjaciół.
- Wracaj szybko – ruszyłam na parking w poszukiwaniu czerwonego BMW.
Prędko je ujrzałam. Spokojnie otworzyłam samochód i powoli usiadłam od strony pasażera. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było ciemno. Nieopodal były lampy, ale i tak nie dawały zbyt dużo światła. Włączyłam radio. Szukałam jakiejś ciekawej piosenki, gdy usłyszałam jak ktoś puka w szybę. Podskoczyła ze strachu.
- Przepraszam – powiedział jakiś młody chłopak.
Miał ok. 18 lat, o niskim wzroście, ale ponadto przystojny. Bez zastanowienia, odsunęłam szybę.
- Tak? – zapytałam zaciekawiona i ujęłam jego ciemne spojrzenie.
Czułam się tak jakby rzucił na mnie czar. Nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Poruszył ustami, ale nie doszedł do mnie żaden dźwięk. Wiatr zawiał, poczułam zapach imbiru wymieszanego z pieprzem. Dokładnie taki sam zapach jak u mnie w domu, w czasie napadu na mój pokój. Zapach, rozbudził moje zmysły i umysł. Prędko wcisnęłam guzik, aby zasunąć szybę, ale inkub był szybszy. Otworzył drzwi i łapiąc mnie za włosy ściągnął z fotela. Z jękiem i ogromnym bólem upadłam na zimny beton.
- Lukrecja! – usłyszałam głos mojego wybawcy.
Spojrzałam w jego kierunku. Biegł tak szybko, iż nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że tak można. Demon był przygotowany na spotkanie z Alanem. Jednym ruchem ręki powalił go na ziemię. Rozległ się głośny jęk. Nie mogłam znieść myśli, iż Alanowi dzieję się krzywda. Prędko podniosłam się i bezmyślnie, uderzyłam inkub w twarz. Krzyknęłam z bólu. Cała ręka mnie piekła, czułam się tak jakby ktoś palił mi skórę. Ból się nasilał, a jego śmiech rozbrzmiewał po całym parkingu. W tym momencie zastanawiałam się, gdzie są ludzie?
Ponownie zaatakował Alana, a mnie uderzył w twarz. Usłyszałam odgłos łamanych kości. Mój nos. Upadłam na ziemie. Cóż to za terrorystyczny demon?
Złapał mnie za T-shirt i zaczął ciągnąć po szorstkim i chłodnym betonie. Każde jedno ciągnięcie bolało. Kaleczyło moją skórę, która była tak delikatna. Poczułam w ustach gorący strumień krwi i ból w czaszce. Zanim dogłębnie straciłam przytomność, usłyszałam jeszcze krzyk Alana, przepełniony cierpieniem i rozpaczą.

---
L. z A. :
  • awatar Little stars♥: O matko, co teraz będzie?! Weź, tak trzymać w napięciu, to grzech :D Świetne, zajebiste, cudo, mega- brak słów!♥
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: O Bożeee ! Nie.. co się jej dzieje? Nie może stać jej się krzywda ; ** A tak to było słodko. Uwielbiam jeden fragment. Pozwól, że go zacytuję ;* Na każde jedno moje spojrzenie – ujęłam jego wzrok – na każdy jeden mój dotyk – dotknął mnie w ramie – na każdy jeden mój pocałunek – musnął ustami moje palące policzki – reagujesz emocjonalnie. Czuję ten powiew podniecenia. ♥ Geniusz z ciebie. Normalnie kocham to opowiadanie : D Dziś już muszę lecieć, ale jutro już przeczytam następny :)
  • awatar Marzycielkaa16: Jestem pewna, że kiedyś wydasz książkę ;D Tyle emocji w jednej części .. po prostu idealnie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Rozdział dedykuję :
http://jadzka664.pinger.pl/ , proszę Kochanaa : *.


*Rozdział XVIII –*
*„Zapach rozkoszy”.*



Rozbudziłam się praktycznie naga w objęciach Alana. Wciąż było mi gorąco. Byłam spocona i marzyłam jedynie o prysznicu. Nic mnie nie bolało, ale ponadto czułam nadal lekką rozkosz. Alan, przesunął palcami wzdłuż linii mojego kręgosłupa, przeszedł mnie dreszcz. Uśmiechnął się i odparł:
- Witaj – musnął delikatnie swoimi ustami moje.
- Czy to sen? – zapytałam lekkomyślnie, wciąż nie rozumiejąc co się dzieję.
- A tak to wygląda? – zaśmiał się.
- Nie pamiętam… Czy my… - przerwałam głośno przełykając ślinę.
Suchość w gardle dokuczała. Pustka w głowie nurtowała. Miałam aby nadzieję, że nie kochałam się z Alanem. Nie chodzi o to, że nie chciałam. Wręcz przeciwnie, marzę o tym, ale pierwszy raz, a zwłaszcza z nim, chciałabym zapamiętać.
- Zbyt szybko mnie opuściłaś, aby mogło do czegoś dojść – promienny uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Co to oznacza? Co się stało? – położyłam się na plecach, odrywając tym samym swoje ciało, od Alana. Było mi zbyt gorąco.
- Straciłaś przytomność. Nie wiedziałem, że aż tak na ciebie działam – pocałował mnie w ramię. Rzuciłam mu spojrzenie pełne niezrozumienia.
- Przeżyłaś niesamowity trans – zaśmiał się.
- Ależ śmieszne – szturchnęłam go.
Przyciągnął mnie do siebie, mówiąc:
- Idziemy pod prysznic? – puścił do mnie oko.
- Jak już to ja idę. Bez ciebie – uśmiechnęłam się.
Okrywając się kocem, wstałam. Udałam się do łazienki. Puściłam ciepłą wodę i weszłam do kabiny. Nie wiem jak i kiedy, poczułam gorące dłonie na moich biodrach. Alan wyglądał tak kusząco, iż nie mogłam go wyprosić. Przytuliłam się do niego i spojrzałam w jego oczy. Zauważyłam coś niespotykanego. Jego oczy płonęły, wiedziałam, że nie tylko z żądzy. Przekręciłam kurek i nasze ciała poczuły chłód. Zimna woda, odprężała mnie. Wystarczyły mi gorące ramiona Alana, aby zachować ciepło.
Pierwszy raz czułam taki błogi spokój. Byłam odprężona i zrelaksowana. W głębi duszy czułam, iż taka bliskość z kambionem, doprowadzi do jednego – zakocham się. Czy bym tego chciała? Rozum podpowiada mi, zaprzestań. To będzie najgorszy wyczyn z twojej strony. Natomiast serce powiada, kochaj jeżeli masz okazję. Nigdy nie miałam prawdziwego chłopaka, którego mogłabym pokochać. Dlatego miłość do Alana mogłaby być na tyle silna i prawdziwa, iż nawet otchłań i sam Samael, nie mógłby jej zniszczyć.
Jedząc śniadanie w kuchni, podczas gdy Alan, przyglądał mi się uważnie, zastanawiałam się nad jednym: Czy my jesteśmy razem?
- Alan? Co ty tu robisz? – zapytała Kama wchodząc do kuchni.
Otuliła się rękoma ponieważ byłam w samej koszuli nocnej. Wyglądała przesłodko taka zawstydzona. Zaskoczyło mnie to, iż Alan na nią nawet nie spojrzał. Czułam się jedynym pożądanym obiektem przez niego. Nie widział nikogo więcej poza mną. Ujęłam jego czarujące spojrzenie i nie słuchając mojej przyjaciółki dałam się ponieść kolejnemu uroki jaki na mnie rzucił.
- Halo, słucha mnie ktoś? – przemiłą atmosferę rozproszył donośny głos Kamy.
- Alan przygotował nam śniadanie – uśmiechnęłam się.
- Wiesz, że jestem uczulona na mleko. Nie będę tego jadła – odpowiedziała urażona.
Alan zaśmiał się i odparł:
- A więc co sobie życzysz? – uniósł delikatnie brwi spoglądając na nią.
- Żaden obcy facet nie będzie się krzątał po mojej kuchni – popchnęła go delikatnie.
- Nie zapominaj, że to również moja kuchnia – powiedziałam z wyrzutem.
- Spotkamy się na uczelni – uśmiechnął się do mnie i pochylił nade mną, całując prosto w usta.
Zarzuciłam swoje dłonie na jego szyję i przyciągnęłam bardziej do siebie. Smak jego ust był fascynujący. Mogłabym bez końca rozkoszować się takimi chwilami. Alan mruknął i uśmiechnął się, usłyszałam nagle:
- Przestańcie, ohyda – odparła karcąco Kama.
Alan przerwał pocałunek i zaczął się śmiać. Bez słowa wyszedł. Zorientowałam się, iż granie na nerwach Kamie, sprawia mu przyjemność. W sumie to nie tylko jej, mnie również irytuję, ale nie nienawidzę go aż tak bardzo jak moja przyjaciółka.
- Lukrecja – rzuciła mi zimne spojrzenie. – Zrobiłaś to? – łatwo można było wyczuć wrogość z jaką się do mnie zwróciła.
- Ale co? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Kochałaś się z nim? – usiadła naprzeciwko mnie i zapytała cicho, tak, aby nikt nie usłyszał.
Wyśmiałam ją. Spojrzała na mnie jak na wariatkę, zanim odpowiedzieć histerycznie się śmiałam. Tym razem, rolę się odwróciły. Uspokojona, odparłam:
- O ile pamiętam to nie – puściłam do niej oko.
- Nie wierzę, że spędził u ciebie noc, a nie próbował się do ciebie dobierać. Wygląda na takiego, który myśli tylko o seksie, a dziewczyn ma jak na pęczki.
- Nie sugeruj się na wyglądzie, kochanie – wstałam i pocałowałam ją w policzek.
Chciałam, aby się rozluźniła. Objęłam ją dłońmi, mówiąc:
- Chcę abyś go poznała. Nie możesz być wrogo nastawiona do mojego pierwszego chłopaka – jej piwne oczy wbiły się we mnie ze zdziwieniem. – Mam pomysł. Wybierzmy się we czworo do baru. Dziś wieczorem.
- Ale że kto? – odpowiedziała zmieszana, ale doskonale wiedziałam, kogo mam na myśli.
- Ja, Alan, ty i oczywiście Leon - przerwałam i spojrzałam na nią uważnie. Uśmiechnęła się delikatnie i niecierpliwie zaczęła poprawiać swoje długie ciemne włosy.
- Zgoda – odparła pośpiesznie.
Ucałowałam ją i ruszyłam do pokoju, nie tylko w celu przygotowania się na uczelnie. Chciałam ponownie zatopić się w rozkoszy, jaka na mnie wyczekiwała. Zamknęłam za sobą drzwi i rzuciłam się w ramiona Alana. Zaśmiałam się cicho. Nareszcie byłam szczęśliwa. Być może miałam kilka pytań i niepewności co do tego, co nas łączy, ale obecnie nie chciałam się tym zamartwiać.
Być może bałam się, że Alan nie traktuję mnie poważnie i szczęście pryśnie
szybciej niż się pojawiło?


---
L. z A.:

L. z Kamą:
  • awatar Little stars♥: czemu urywasz w takich momentach? w takich ciekawych, a ty bezczelnie przerywasz! :d rozdział po prostu... wow !♥
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: Mmm.. cudaśne : ) Czyli jednak zemdlała, to nawet dobrze, bo po poprzednim rozdziale myślałam, że stało się coś gorszego ;3
  • awatar Marzycielkaa16: każda kolejna część jeszcze bardziej wciąga <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Ze specjalną dedykacją dla niego :
http://alwaysarianagrande.pinger.pl/ . Z lekkim powiewem emocji .

Miłego czytania



*Rozdział XVII –*
*„Pulsująca namiętność”.*



Wróciłam do domu i prędko napisałam esa Jackowi:
L: Wybacz, ale muszę odmówić ci kolacji.
J: Czy coś się stało???
Odpisał dość szybko. Mi ponadto zeszło trochę czasu, zanim wymyśliłam jakąś konkretną wymówkę.
L: Przyjaciółka potrzebuję pocieszenia.
J: Niech zgadnę: nieszczęśliwie zakochana?
L: Dobrze trafiłeś.
J: Dokładnie, dobrze trafiłem spotykając ciebie. Do zobaczenia, Lukrecjo.
- Zaczynasz mi wierzyć? – zapytał Alan.
Wystraszyłam się go i upuściłam komórkę, nie odpisując już Jackowi.
- Mógłbyś mnie nie straszyć? – nachyliłam się, ale zanim zdążyłam podnieść telefon, ubiegł mnie.
- Powinnaś się już przyzwyczaić, że jestem wszędzie tam gdzie ty.
Był bardzo blisko mnie. Czułam jego aromatyczny zapach i ciepło ciała. Nie rozumiałam dlaczego, on mnie nie chcę. Czy naprawdę byłam, aż tak bardzo dziecinna, konfliktowa, uparta, zaborcza i mało kobieca? Opuściłam głowę i z żalem, doszłam do wniosku, iż nigdy nie dorównam Kaśce czy Rucie. One były najlepsze.
- Co jest? Co już knujesz w tej swojej cudownej główce? – złapał mnie za podbródek i uniósł moją głowę. Zmusił mnie do spojrzenia w jego oczy.
- Kim dla ciebie jestem? – zaskoczyłam samom siebie tym pytaniem, ale już nie mówiąc o Alanie.
- Jesteś… - przerwał natychmiast. Zastanawiał się, jak odpowiednio dobrać słowa, aby mnie nie urazić, abym również nie snuła jakiś domysłów.
Wstałam pośpiesznie.
- Nie było pytania, zapomnij – uśmiechnęłam się sztucznie i z przymusu.
Złapał mnie za rękę, mówiąc:
- Jesteś dla mnie jak kwiat, wyjątkowo i mało spotykany. Tak delikatny – wstał i objął mnie w pasie – iż muszę go pielęgnować, aby nie usechł. Muszę się tobą opiekować, abyś nie wpadła w tarapaty. Nie myśl, że jesteś mi obojętna, gdyby tak było już dawno Samael zawładnął by twoją duszą i umysłem. Dzięki mnie jesteś wolna od niego.
- Traktujesz mnie jak młodszą siostrę, tak?
- Nie.
- Więc nadal nie rozumiem jakie znaczenie odgrywam w twoim zasranym życiu.
- Lukrecjo – wyszeptał. – Nie traktuję cię jak rzecz. Jesteś osobą tak cenną, iż gdybym miał cię na własność, nigdy bym się nie wypłacił. Nawet nie zasługuję na takie szczęście.
- Ostatnio mówiłeś, że ci się nie podobam.
- W tej chwili mówiłem o twoim charakterze. Co do wyglądu, masz rację, nie wyglądasz jak seksowna blondynka z długimi nogami, ale do najbrzydszych też nie należysz.
- Och – wyrwałam mu się. – Chyba jednak ponowie kolację z Jackiem. On ponadto potrafi dostrzec prawdziwe piękno jakie skrywa w sobie taka skromna dziewczyna jak ja.
- Nie radziłbym. Czuję, że to inkub.
- Ale nie jesteś pewien. Ach, przepraszam. Zapomniałam, iż ty nigdy się nie mylisz.
- O tym wie tylko… - przerwałam mu.
- Tak, twoja suczka – rzuciłam oschle i z obrzydzeniem.
- Nie znasz jej. Nie uczono, że nie ocenia się ludzi po wyglądzie?
- Ona nie zasługuję nawet na miano człowieka, obrzydły sukkub.
- Nie łączy mnie z nią nic poza… - ponownie się wtrąciłam.
- Poza seksem?
Czym prędzej przewrócił oczami. Wyglądał naprawdę śmiesznie. Taki poważny, nie pasowało to do niego.
- Poza zadaniami jakie zleca nam Samael. Nie jest moją kochanką, nie musisz być zazdrosna.
Prychnęłam i zaśmiałam się.
- Ja, o ciebie zazdrosna?!
- Jesteś – powiedział uparcie pozostając przy swoim zdaniu.
- Za to ty jesteś zazdrosny o mnie.
Nie zaprzeczył, uśmiechnął się aby szyderczo. A jednak się nie myliłam.
- Nie wytrzymam, Lukrecjo – wypowiedział te słowa z taką czułością, iż moje serce zaczęło wariować i bić z potrojoną szybkością.
- Czego? – stałam osłupiała i patrzyłam na niego, jakbym czegoś wyczekiwała.
Powoli zbliżył się do mnie. Objął mnie w pasie i zbliżył swe usta do moich. Czekałam, nie chciałam, aby pomyślał, że tego chcę. Wyczekiwanie tak się dłużyło, iż myślałam, że stracę przytomność. Było mi tak gorąco z powodu jego ciepłych dłoni i ciała, które otulało moje najmniejsze zakątki ciała. Gdy w końcu pozwolił mi na skosztowanie swoich przesłodkich ust, oszalałam. Całowałam go nachalnie, jakby nagle miał przerwać tą rozkosz, która mnie otaczała i zniknąć raz na zawsze z mojego życia. Uniósł mnie, a ja splotłam na jego biodrach nogi. Jego dłonie niecierpliwiły się, wodził nimi po całym moim ciele. Próbował się kontrolować, ale najwidoczniej emocję były od niego silniejsze. Zerwał ze mnie ubrania i rzucił na łóżko. Zachowywał się jak rozwścieczone zwierzę. Oderwał swe usta od moich, a ja zaczerpnęłam powietrza. Odpowiedni krok, ponieważ czułam, iż tracę świadomość. Przed oczami pojawiły się czerwono-czarne plamki. Alan, pieścił każdy zakątek mojego ciała. Byłam rozgrzana do czerwoności, nie śpieszył się. Oblała mnie rozkosz i pożądanie, przed którym się broniłam od dłuższego czasu. Jęknęłam z rozpusty, jaka mnie otaczała. Nie mogłam złapać oddechu, czułam się tak jakby ktoś przygniótł mnie do ściany i uniemożliwiał oddychania. Złapałam się za głowę ponieważ obrosła mnie panika. Miałam wciąż otwarte oczy, ale pojawiła się ciemność. Unosząc dłonie i błądząc w ciemności, chciałam dotknąć Alana, ale nie było go nigdzie.
- Alan! – zaczęłam krzyczeć. – Alan! – mój krzyk raczej przypominał skowyt. Zamknęłam oczy i otworzyłam ponownie. Ciemność nadal mnie straszyła, nadal istniała. Czyżbym umarła?

---
L. z A. :
  • awatar Little stars♥: Jeny, to jest świetne! Zazdroszczę talentu, huehuehue ♥
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: Ojojojj ależ zakończyłaś ;3 I dobrze, ze nie poszła z Jackiem ;D Idę czytać dalej, bo chcę się dowiedzieć co potem będzie ; *
  • awatar Marzycielkaa16: no no ciekawie ;D Super dobierasz słowa w swoich opowiadaniach i trzymasz w napięciu i świetnie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 



----------------------------------------
Nic ciekawego się u mnie nie dzieję. Powiem wam, że przyzwyczaiłam się do bycia samej. Stwierdziłam, że faceci są dla mnie na tyle niezrozumiali, iż nie potrafię się z nimi dogadać. Ponadto związki to nie dla mnie. Nawet spotkania bez zobowiązań mi nie wychodzą, bo oni liczą i tak na coś więcej. Omomm, i bądź tu mądra i postanów coś rozsądnego.

Niedługo matura, czuję się wykończona. Ciągle aby nauka i nauka. W dodatku paskudna pogoda, która aż zaraża mnie depresją.

*Jak żyć aby nie zwariować, aby nie żałować?*
***************
„Na tym polega życie. Jego zawiłości, narastające trudności, piętrzące się problemy... Zakręty losu, które wciągają nas w swoje meandry, bawiąc się nami, sprawiając, że czasami szalejemy, a innym razem gubimy się we własnych odczuciach... to wszystko sprawia, że życie jest takie piękne. Takie dziwne. Pełne niespodzianek.”

- "Zakład o miłość" Agnieszka Lingas-Łoniewska.

--------
INFORMACJA DLA CZYTELNIKÓW „Senny świat”:
kolejny rozdział jutro, wieczorem.
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: Wszystko genialne ^^
  • awatar Pjona bejbe ;3: no coś jest w tym opisie ..;) na pewno znajdziesz tego swojego wymarzonego .którego wpelni zrozumiesz :* a maturą sie nie przejmuj . wiem , wiem łatwo powiedzieć ;D ale zdasz ją tak jak sie zdajesz pisząc te cudne opowiadania <3 będziemy trzymać kciuki ;D <3 poradzisz sobie .!
  • awatar Little stars♥: Na pewno zdasz śpiewająco!!! Ja niedługo mam egzamin gimnazjalny i też normalnie taki stres -.-' Awww, już jutro "Senny świat"- koocham!♥ +Damon, mrrrrrr *_____*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
Z dedykacją dla:
http://czeslawczeslawski.pinger.pl/ , ależ ty potrafisz człowieka podnieść na duchu. <3 Thanks : **


*Rozdział XVI –*
*„Myśli człowieka są jak puzzle”.*



Siedziałam na wygodnym fotelu, czułam się tak jakbym była w jakimś kinie. Przesuwały mi się zdjęcia różnych osób. Zazwyczaj to byli mężczyźni i to dość przystojni. Chociaż pojawiło się również kilka kobiet, a w nich Ruta. Była niesamowicie i lśniąco piękna. Nie dziwię się, że Alan z nią jest. Nie dorównuję jej do pięt, jestem tylko zwykłą, szarą ludzką postacią. Ona ponadto ma nieziemską urodę, wspaniałe, zgrabne ciało i moc, dzięki której może zawładnąć każdym. Kolejne twarzy były mi zupełnie nieznane, chociaż pojawił się mężczyzna, którego byłam pewna, że już widziałam. Ciemnowłosy, z zarostem i ciemnym spojrzeniem. Zdjęcie przeobraziło się w jego postać. Budząc się, wiedziałam kim jest nieznany mi mężczyzna.


Otworzyłam oczy i rozciągnęłam się. Głowa strasznie bolała, ale na szczęście znajdowałam się w swoim łóżku. Podniosłam się powoli i ujrzałam Alana. Patrzył na mnie ze skupieniem na twarzy.
- Znów ty? – złapałam się za głowę i zrobiłam nieznośną minę.
- To samo mogę powiedzieć o tobie – odparł złośliwie.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na niego, rozkładając ręce w pełnym niezrozumieniu.
- Mam po dziurki w nosie twoich dziecinnych zachowań i intryg.
- A ja mam dosyć twojego dojrzałego zachowania. Nie jestem twoją podopieczną za którą musisz wszędzie chodzić i pilnować. Jestem już dorosła, spójrz – wstałam i obróciłam się, o mało co nie tracąc przy tym równowagi. – Jestem kobietą, a nie dzieckiem. Nie traktuj mnie tak. Jeżeli przeszkadza ci moje towarzystwo to wynoś się stąd! – krzyknęłam lekko sfrustrowana, ale od razu tego pożałowałam.
Ból głowy się nasilił, a ja opadłam bezwładnie na łóżko. Bez sił i wciąż ziewając, słuchałam dalszego pouczania, ze strony Alana.
- Wyglądasz tylko na kobietę, a zachowujesz się jak głupia nastolatka. Zapewne Kaśka ma więcej rozumu i rozsądku niż ty.
- O! Widzę, że już się zapoznaliście.
- Nie trudno nie zauważyć takiej kobiety jak ona.
Słowo „kobiety” dokładnie podkreślił, abym zorientowała się, iż ona ma swoje atuty, iż jest prawdziwą kobietom, ja ponadto nie. Dolał oliwy do ognia, cholerny demon. Nie zwracając uwagi na jego towarzystwo, zaczęłam szykować się na uczelnie. Od tej pory, postanowiłam, że nie będę się do niego odzywać. Niech sobie idzie do tej swojej Ruty, Kaśki czy innego szmatławca. Siedząc na wykładach, uzmysłowiłam sobie, iż tak bardzo mi na nim zależy, że jestem o niego zazdrosna. Nie mogłam się skupić na zajęciach, dlatego już knułam jak się na nim odegrać i jak pozbyć się uczucia, które w tej chwili rozkwita we mnie. Muszę je ususzyć, tylko jak tego dokonać?
Przed lunchem miałam jeszcze ekonomikę. Spoglądając i ujmując spojrzenie wykładowcy, zaniemówiłam. Byłam w szoku. Mężczyzna, który poradził mi abym opatrzyła ranę, a zarazem ten, który przyśnił mi się ostatniej nocy, nauczał mnie ekonomiki. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech. Byłam zadowolona, że pierwszy raz przyśniła mi się normalna osoba. Zaskakująco dziwne.
Po zakończonych wykładach, udając się na lunch, usłyszałam za sobą:
- Dasz się zaprosić na lunch? – zapytał mnie profesor ekonomiki.
Z uśmiechem na twarzy, zgodziłam się bez zastanowienia. Wyczułam na sobie spojrzenie Alana, wolałam spędzenie lunchu w towarzystwie nieznajomego, niż demona.
- Jacek – przedstawił mi się.
- Lukrecja – odparłam przymilnie.
- Piękne imię. W dodatku mało spotykane. Mów mi po imieniu, Lukrecjo – uśmiechnął szarmancko.
Był czarujący. Starszy ode mnie, ale zapewne trzydzieści lat jeszcze mu nie podskoczyło. Na twarzy był dość pulchny, ale za to jaki męski. Fascynował mnie jego lekki zarost i kolczyk w brwi. Wyglądał na wyluzowanego, zapewne i takie życie prowadził.
- Jak noga? – zapytał nagle.
- W porządku. Małe draśnięcie.
- Przykro mi, że nie mogłem ci wtedy pomóc. Miałem wykłady.
- Rozumiem – uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
Rozmawialiśmy całą przerwę na lunch. Spojrzałam na zegarek i ze smutną miną, zorientowałam się, iż pozostało nam raptem 5 minut. Nie chciałam się z nim rozstawać. Był idealnym towarzyszem i słuchaczem. Ponadto zabawnym i z głową pełną komplementów. Nigdy nie usłyszałam, aż tylu komplementów od mężczyzny, jak dzisiaj, teraz od Jacka. Byłam nim oczarowana, ale nie na tyle, aby nie zauważyć wciąż przyglądającego się nam Alana. Specjalnie udawałam wesołą i rozbawioną. Wiele razy dotykałam i wodziłam palcami po dłoni Jacka. Mina Alana, była bezcenna. Radowało mnie to, iż kipi ze złości. Gdy ruszył ku nam, byłam zaskoczona. Nie spodziewałam się takiego ruchu z jego strony.
- Lukrecjo, możesz pozwolić na chwilę?
Jacek, posłał ponure spojrzenie Alanowi. Przez myśli mi przeszło, iż się znają, ale niby skąd?
- Alanie, jestem zajęta. Czy to coś ważnego? – ściągnęłam brwi i ujęłam jego błagalne spojrzenie.
- To sprawa życia i śmierci – wysyczał.
Przewróciłam oczami i przeprosiłam na chwilę Jacka. Odeszłam wraz z Alanem na bok.
- Czego chcesz? Już nie mogę w spokoju zjeść lunchu?
- Nie wspominałem ci o tym, ale inkubi również mogą przybierać postać ludzką.
- Nie mów mi, że Jacek jest inkubem – urwałam bezmyślnie.
- Właśnie to chce ci przekazać. Zbierajmy się. Powiedz mu, że musisz nagle wyjść.
- Tchórzysz? – złapał mnie mocno za ramiona.
- A ty ponadto zawsze musisz należeć do odważnych? Nie pakuj się tym razem w kłopoty.
- W kłopoty pakuję się przez ciebie. Puszczaj, to boli – wyrwałam się z jego mocnego uścisku.
Powróciłam do stolika, gdzie nadal siedział Jacek.
- Natarczywy zalotnik? – uśmiechnął się promiennie.
- Nie rozmawiajmy o nim – powiedziałam i tego też chciałam.
- Dasz się zaprosić na kolację?
- Dzisiaj? – zapytałam zdumiona.
- Tak. Jeżeli ci pasuję.
- Nie mam obszernych planów.
- Już masz – odparł i uśmiechnął się do mnie zalotnie. – Podaj mi swój adres, podjadę po ciebie. Przecież nie będziesz się tłukła autobusem wieczorem – wyjął kartkę i długopis.
- Skąd wiesz, że jeżdżę autobusami?
Coś tutaj nie grało, nic mu takiego nie wspominałam. Być może Alan miał rację? Przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam wielkie oczy. Zaśmiał się.
- Usłyszałem przypadkiem jak mówiłaś temu młodzieńcowi, iż za chwilę masz autobus, gdy zaproponował ci podwiezienie.
- Aha. Wiesz co, może lepiej podaj mi swój numer telefonu. Zadzwonię do ciebie, gdyby moje plany się zmieniły.
- Skoro tak będzie ci wygodniej – odparł wciąż uśmiechnięty.


--
Lukrecja podczas lunchu z Jackiem:


Jak? xD Co myślicie o Jacku i sytuacji pomiędzy Lukrecją a Alanem?
Dziękuję za codzienne odwiedziny i cuudowne komentarze . Koocham was <3.
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: Niech ona tylko z nim nie idzie xdd Powinna posłuchać Alana ; )) Idę czytać kolejny xdd Musze nadrobić :*
  • awatar Pjona bejbe ;3: oho .! to na pewno źle sie skończy..^^ jak każdy rozdział genialne <33
  • awatar bravelittleangel: Nie lubię Jacka. Wykładowcy flirtujący ze studentkami jakoś nie kojarzą mi się pozytywnie. Kibicuję Alanowi :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›